O sobie

Wydaje mi się, że jestem człowiekiem raczej lubianym. Dowodzą tego liczne miłe słowa, kierowane do mnie przy różnych okazjach.

„Jesteś paranoicznie zakompleksionym narcyzem i do tego ćwierćinteligentem. To właśnie takie szaraczki jak ty, które niewiele w życiu osiągnęły, mają najwięcej jadu i żalu. Przypominasz mi mojego syna, kiedy był w wieku przekory. Tyle tylko, że on z tego wyrósł.”

Wielu z tych, których spotkałem na swej drodze, obdarzyło mnie radą od serca.

„Nie nadymaj się tak bardzo swą twórczością i nie popadaj w samouwielbienie. W swojej nadętej wielebności nie nadajesz się do merytorycznych dyskusji popartych faktami. Pierdzisz w stołek i nadajesz ton inicjatywie nie podjętej przez siebie. Zreflektuj się albo zmień lekarza. I nie myśl za dużo, bo ci to nie wychodzi.”

Bywa czasem, że przeczytam na swój temat coś zgoła wzruszającego. Dziwnie się wtedy czuję, albowiem jestem raczej człowiekiem skromnym.

„Jan Paweł II, Einstein i Gandhi? Ups, ale oni już nie żyją. Więc zostałeś sam, geniuszu! Nie rozmieniaj swojego daru na drobne. Świat czeka na ciebie! Napisz książkę, niech twój geniusz nie leży odłogiem. Rozwiąż w niej wszystkie problemy, jakie trapią świat. Wszyscy wiemy, że potrafisz. Mam nawet tytuł, prosty, skromny i genialny, jak ty: »Takie sobie myśli«”

Podczas licznych dyskusji niejednokrotnie dotykaliśmy problemów egzystencjalnych.

„A twoja frustracja i problemy psychiczne, z czego wypływają? Typujemy: szpetna twarz, marna praca, niedoceniony »artysta«, coś jeszcze, czy wszystko razem? I co? Bliżej absolutu jesteś? Spojrzysz kiedyś jeszcze na nas, maluczkich, czy już tak wysoko się wspiąłeś, ze tylko aureolę wokół własnego pępka podziwiał będziesz?”

„Kompleksy, kompleksy, kompleksy. Ura bura, szef podwóra. Ciężką pan miał młodość, koledzy nie lubili, trzeba było cały czas udowadniać swoją wartość i zawsze mieć ostatnie słowo.”

Szczególnie cieszy mnie uznanie mych prac, niejednokrotnie ocenianych metaforycznie, wręcz poetycko.

„Jak widać, nieudolne fotki robione przez sprawnego inaczej fotografa, znaczą więcej niż zbieżne testy publikowanie przez kilka serwisów fotograficznych. Owieczki tu są górą i podeszwy im trza lizać, to to są owieczki wielebne.”

„Naczelny nudziarz i bezbek, który swoich fanów bierze na litość: »Jestem przegrywem z ciekawym hobby, wspierajcie mnie!« Tymczasem pojęcie o bardziej zaawansowanej elektronice zerowe. Tak samo o jej historii.”

Dobrzy ludzie często życzą mi zdrowia.

„Znajdź sobie dobrego psychiatrę i zacznij się leczyć. W razie potrzeby mogę podesłać ci parę dolarów na ten cel, bo już mi cie szkoda, widząc jak się męczysz i cierpisz. Martwię się o ciebie, żebyś psychopatą nie został z powodu odczuwania ciernia w odbycie. Trzymam za ciebie kciuki, żeby ci się poprawiło. Łączę się w bólu i nadziei oraz bardzo ci współczuję. Od wielu miesięcy pogarsza ci się coraz bardziej i już nie tylko ja to widzę, i o tym piszę. Jesteś po prostu wioskowym głupkiem, któremu się wydaje, że inni nie mogą mieć innych upodobań niż twoje. Jesteś też na tyle imbecylny, że wypowiadasz się autorytatywnie. Robisz się, chłopcze, coraz bardziej śmieszny i głupszy niż polska norma przewiduje. Sądząc po twoich nadętych postach »ja tu nauczam«, uważaniu się za nieomylny autorytet i uważaniu prawie wszystkich ludzi za idiotów, to bez ryzyka można zdiagnozować, że ty jesteś umysłowo chory. Przykro mi.”

Niektórzy podkreślają mą atrakcyjność fizyczną, co mnie nieco peszy.

„Nie chcę cię oceniać, ale patrząc na twoje zdjęcia myślę, że jesteś stary, zajechany i brzydki, mało atrakcyjny dla kobiet, które by cię dotknęły bez kija i... Po prostu jesteś »ugly« i tylko sponsoring wchodzi w grę, by zaliczyć coś fajnego; tylko za hajs. Pozdrawiam.”

A bywa, iż potrafią uderzyć w samo sedno.

„Jesteś wzorem człowieka pozbawionego dystansu do siebie i do świata, a poczucie humoru masz na poziomie moich kapci.”

Autor ma tendencję do nadużywania autoironii. Zamieszczone cytaty są autentyczne. Kontakt: adamsmialek@gmail.com

Q&A, czyli o starym gracie, którym jestem ja.

Zapraszam na Q&A z widzami kanału YT, które odbyło się 9 marca 2021 roku.

Dzień dobry i zapraszam na odcinek specjalny, w którym będzie omawiany nietypowy grat z epoki, czyli ja. Będę odpowiadał na pytania, które padły kilka dni temu w komentarzach. Pozwoliłem sobie nieco je przearanżować, a odpowiedzi zobrazować ciekawszymi, myślę, treściami niż moja gadająca paszcza. Zatem — zapraszam.

Kim jesteś z zawodu, jakie szkoły skończyłeś?

Skończyłem Liceum Ogólnokształcące, zatem jestem ogólnie wykształcony ;) A tak serio, musielibyśmy poznać kontekst tamtych czasów. Powiem tak: w pierwszej klasie liceum miałem wielkie nieprzyjemności za nieobecność na pochodzie pierwszomajowym. W drugiej — obecność była obowiązkowa, ale konsekwencji żadnych. W trzeciej była nieobowiązkowa, a w czwartej nikt już nie organizował żadnego śmiesznego pochodu. W warunkach tak wielkich i dynamicznych zmian ideologicznych praktycznie nikt nie wiedział kim chce być i co chce robić. Na przykład wymarzony Handel Zagraniczny, po którym można było pracować w Pewexie albo gdzieś na placówce zagranicznej, stracił rację bytu. Obroniła się chyba tylko medycyna.

Miałem swoje epizody uczelniane na AGH i Akademii Ekonomicznej, ale dość szybko rzuciłem się do budowania kapitalizmu, z którego tak naprawdę niewiele mi wyszło. Dotąd zajmowałem się projektami z elektroniki, fotografią, filmem i tak zwanymi nowymi mediami, współpracą z konserwatorami zabytków i historykami. Miałem firmę komputerową, pisałem oraz uczyłem fotografii i muzyki.

Czy mógłbyś opowiedzieć o swojej historii?

Następnym razem, bo dużo by tu opowiadać. Przeżyłem chyba ostatnią w Polsce modelową szkołę socjalistyczną w Sosnowcu, wiejskie życie w Starym Sączu, dziki kapitalizm lat dziewięćdziesiątych i bywałem w centrach rozwoju różnych wynalazków ostatnich lat. A do tego eksplorowałem mocno historię sprzed wieków i tę mniej odległą, sprzed dziesiątek lat. Myślę, że to temat na ciekawą książkę.

Skąd taka pasja do tych wszystkich staroci?

Powodów jest kilka. Zwykle są to urządzenia, które jest w stanie objąć mózg jednego człowieka. Ze współczesnym smartfonem na przykład tak nie jest, jest zbyt złożony. Można oczywiście znać ogólne zasady jego działania, ale nie jest się w stanie przeanalizować każdego elementu, bo są ich tysiące, nie mówiąc o braku dokumentacji. Stare urządzenia są po prostu przystępne.

Drugi powód to estetyka: dawne urządzenia cechuje oryginalność. Różniły się od siebie i często były doskonale przyporządkowane celom, dla których powstały. Dziś pudełeczko z ekranem może być zarówno stacją pogody, telewizorem, pilotem do klimy, zaawansowanym urządzeniem medycznym, a za każdym razem będzie wyglądać podobnie nijako.

No i kolejny powód: te graty wzbudzają dobre emocje. Wokół nich skupiają się wspomnienia i miłe słowa. W dzisiejszym świecie, który jest jaki jest, brakuje nam tego.

Jakie jest twoje źródło wiedzy? Często wchodzisz dość szczegółowo w wątki, interesujące jest w jaki sposób posiąść tak szczegółową wiedzę na tak rozległe tematy.

Wydaje mi się, że najważniejsza jest wszechstronność. Żeby zrozumieć dlaczego wybuchła II wojna światowa, nie można być tylko historykiem. Trzeba liznąć trochę socjologii, psychologii, historii wynalazków, a więc fizyki, statystyki, geografii, nawet historii zmian klimatycznych i dopiero wtedy można zobaczyć obraz całości. To samo jest z rzeczami o mniejszej skali. Często podpatruję maszyny, szukając odpowiedzi na problemy ludzi i odwrotnie.

Wiedza jest wszędzie. Teraz mamy internet będący głównym medium informacji, ale on korzysta z bibliotek, dokumentów, opracowań, doświadczeń innych ludzi. Odkrywając jedno, dostajemy od razu dziesiątki kolejnych odkryć. Można się tam zatracić, ale można też znaleźć odpowiedzi na znakomitą większość pytań.

Co cię nakłoniło aby dzielić się wiedzą na YouTube?

Ambicja. Po latach prób zrobienia czegoś znaczącego zrozumiałem, że mogę to zrobić jedynie sam, nie będąc zależnym od nikogo. W dziewięćdziesiątych latach każdy miał szansę z dnia na dzień stać się wolnym od trosk doczesnych (specjalnie nie mówię tu: bogatym). Dziś pewno wiedziałbym, jak z tej szansy skorzystać, ale wtedy wiedzieli o tym nieliczni, zostając królami majonezu albo potentatami dolnopłuków. Potem się to skończyło i takie skrócone kariery były się nieosiągalne. Obecnie YouTube znowu daje taką szansę. To okienko zniknie wkrótce, jak nie było go jeszcze 10 lat temu. Przy czym nie jest to tym razem skrót to wielkich pieniędzy, zresztą tak naprawdę nie interesuje mnie to, a okazja do robienia tego, co robić się chce, bez zależności i kompromisów. Ja to po prostu lubię i staram się skorzystać z szansy na to, by móc to robić w pełni.

W materiałach opowieści zazwyczaj kończą swój bieg we wczesnych latach dziewięćdziesiątych. Z jakiego powodu? Uważasz, że czasy post-prlowskie są mało ciekawe, czy może gryzie się to z kanonem kanału?

Nie ma w tym zasady, a coś innego. Rozwój paradoksalnie zoptymalizował produkcję i wszystko zaczęło być do siebie podobne, podobnie nietrwałe i w rezultacie nudne. Od kilkunastu lat przedmioty nie zaskakują. Samochody wyglądają jak mydło, które służy już tydzień, że nie wspomnę o smartfonach. Trzeba wielkiej wiary, by serio brać hasła z reklam o unikalnym wyglądzie i zaskakujących możliwościach. Myślę, że urządzenia występujące w Towarach zrobią jeszcze wielką karierę, bo czasy nam współczesne nie produkują prawie nic trwałego i oryginalnego. A ludzie pragną obcować z przedmiotem, a nie apką. Przedmiotem, który ma kształt, wydaje odgłosy i pachnie.

Muzyk, elektronik, radioamator, fotograf. Jaka historia stoi za takim człowiekiem renesansu? Co cię ukształtowało, czym się teraz zajmujesz?

Ciekawość. Jedna dziedzina to nuda. Wiele dziedzin to brak nudy, a synteza wielu dziecin to dopiero to, co lubię. Obecnie zajmuję się projektami z elektroniki, redaguję instrukcje obsługi różnych urządzeń, a przede wszystkim składam kolejne Towary.

Skąd to wszystko wiesz?

Stąd (książki) oraz stąd (internet). No i z ciekawości.

Czy jest coś o czym chciałbyś zrobić film, ale sądzisz, że raczej będzie to niemożliwe?

O, z pewnością. Pewne rzeczy — może kiedyś. Film z reaktora atomowego, orbity, najgłębszej kopalni świata, dna Rowu Mariańskiego albo na przykład o zapleczu technicznym zdobywania ośmiotysięczników. Pewne rzeczy pewno nigdy: doświadczenia z masami krytycznymi, cezem, fluorem, azydkami, litrem rtęci, megawatowym nadajnikiem radiowym czy wyprawą na szczyt którejś z anten nadawczych. A szkoda, bo byłoby to ciekawe.

Czy jesteś jako twórca samowystarczalny, czy jednak wspierają cię bliscy?

Mam ten komfort, że mogę zrobić całość, od scenariusza, przez prezentację, grafikę, zdjęcia, montaż, dźwięk, po muzykę. Wspiera mnie żona, biorąc na siebie część działań, ponieważ brakuje czasu. Model produkcji, który przyjąłem, wymaga około 30 godzin na zrobienie jednego odcinka. Pewno gdy kanał się stanie bardziej popularny, trzeba będzie stworzyć zespół. Ale na razie o tym nie myślę.

Z czym miewasz największe problemy? Czy tworzenie programów sprawia ci jakieś trudności?

Największe problemy mam z brakiem czasu. Co do programów, stosuję metodę „step by step”, czyli staram się każdą procedurę rozkładać na najmniejsze sensowne fragmenty tworzące jakąś funkcję, którą mogę nakarmić wszelkimi danymi, jakie mogą się zdarzyć w rzeczywistości. Dopiero po zakończeniu tego etapu można budować kolejne. Tworzenie od razu wielkich projektów mści się zwykle i to nie od razu.

Jakie komputery programowałeś i jakie aktualnie posiadasz?

Komputerów w sensie ogólnie rozumianym nie posiadam wiele: Timex, Amstrad 464, CA80 i chyba tyle, nie licząc kilku płyt głównych od czasów 286. Posiadam za to dużo różnych systemów na 51, Z80 i Atmelach, po współczesne rozwiązania włącznie. Programowałem w Asemblerze Z80, 51, PIC, AVR, obecnie — w C, a historycznie w Basicu, Pascalu i Logo, nie licząc jakichś epizodów.

Ulubiony i wymarzony komputer w tamtych czasach?

Tu pewno zaskoczę, ale nie to, co było na topie. Odkąd pamiętam, komputer interesował mnie jako urządzenie, a nie maszynka do gier. Łatwiej było zapanować nad takim Spectrum czy Amstradem niż Atari czy Commodorem, nie mówiąc o Amigach. Przede wszystkim komputer chciałem mieć i zanim to nastąpiło — dopiero po ósmej klasie, dość się nacierpiałem, czekając na maszynkę marzeń, której koszt przekraczał normalne możliwości nabywcze polskiej rodziny.

Jak wygląda twój warsztat i „park maszynowy” do pracy z elektroniką i towarzyszącą jej mechaniką?

Nieszczególnie, bo niecałe 10 lat temu wycofałem się z elektroniki na rzecz fotografii i filmu. Życie płata figle i wróciłem do niej z powrotem. Ale w międzyczasie przebudowałem trochę zaplecze i w tej chwili na poziomie mieszkalnym mam tak zwany kącik czysty, a na antresoli — warsztat z podręcznym magazynem. Większy warsztat miał powstać w miejscu kręcenia filmów, ale zrobiło się tam studio.

Do serwisowania takich urządzeń nie potrzeba cudów. Dobry multimetr, ze dwa zasilacze, oscyloskop, klasyczny komplet przyzwoitych narzędzi, precyzyjna wiertarka z różnymi przystawkami i zapas części. Dziś posiadanie narzędzi nie stanowi problemów jak kiedyś, gdy miniaturową wiertarkę kleciłem z silniczka z Kasprzaka.

Jaki był twój pierwszy aparat fotograficzny?

Mój to Smiena, którą dostałem na komunię. Ale pierwszy, który poruszył mocniej moim sercem, był Start taty, z cudowną matówką, w którą mogłem wpatrywać się godzinami.

Co według ciebie jest lepsze, fotografia cyfrowa czy klasyczna?

Cyfrowa pod każdym względem. Większa rozdzielczość, dynamika, kontrola nad wszystkim, mniej zakłóceń, o kolorze to już nie wspomnę. Klasyczna fotografia ma tylko jedną zaletę: jest fajna.

Czy fotografia klasyczna ma jakąś maksymalną rozdzielczość? Czy takie zdjęcie można powiększać nieskończenie bez utraty ostrości?

Nie, typowy film 35 mm to kilkanaście megapikseli, kilkadziesiąt bardzo wyjątkowo. Średni format wyciągnie setkę, duży — kilka. Ale do tego potrzeba dobrej, przysłoniętej optyki, statywu i materiałów. Nasze pamiątkowe zdjęcia sprzed lat to najwyżej kilka megapikseli. Co innego ziarno, ono przysłania treść o niższej rozdzielczości, samo będąc bardzo szczegółowe. Nasze oko jest w ten sposób oszukiwane i wydaje nam się, że tej treści jest dużo więcej. Zresztą mając zdjęcia o niskiej rozdzielczości, po ich powiększeniu i przykryciu ziarnem, otrzymamy złudzenie lepszej szczegółowości.

Czy było coś dobrego za czasów komuny, czego nie ma teraz?

Oczywiście. Film, radio, słuchowiska, reportaż, teatr, muzyka, eksperyment. Nie wszystko, bo miernych treści także tworzono mnóstwo. No i dziś także znajdziemy wiele dobrego w tych dziedzinach, ale w dużo mniejszej ilości.

Który socjalistyczny wynalazek uważasz za najlepiej zbudowany bądź zaprojektowany?

Trudne pytanie… Telefony były dość niezawodne i zaprojektowane prawie tak, jakby socjalizm nie istniał. Niektóre, ale powiadam — niektóre tylko urządzenia profesjonalne, jak na przykład multimetry cyfrowe, który kiedyś z pewnością wystąpią. Mieliśmy dobry design i w miarę dobre narzędzia mechaniczne. Generalnie: im coś było prostsze, tym większa szansa, że było dobrze zaprojektowane i wykonane.

Masz jakieś rzeczy z Predoma i skąd masz te wszystkie peerelowskie urządzenia w tak świetnym stanie?

Dostałem ostatnio słynny wiatraczek od fana i suszarkę. Powolutku zaczyna się zbierać kupka AGD, bo i to się będzie pojawiać, przy czym tutaj planuję więcej edukacji w stylu „jak to działa?”

Zbiory zaczęły swoją historię na strychu wiekowej kamienicy, na którym pokolenia składowały różne buble. Przy jego sprzątaniu, zamiast na śmietnik rzeczy te trafiły do mojego serca. Trochę też zdobyłem ich na starociach, pod krakowską Halą Targową, a od mniej więcej roku przysyłają mi je sympatycy Towarów, za co jestem im bardzo wdzięczny.

Czy możemy liczyć na więcej filmów ogólnych, czyli o tym jak działa np. analogowa telewizja, płyta cd itd.?

Tak, to dobra sugestia. Kilka takich filmów powstało i będę chciał do nich wracać. Jest z tym więcej pracy, ale myślę, że warto. Lecz i tak, nawet omawiając bardzo konkretne urządzenie, staram się przynajmniej wtrącać co nieco wiedzy bardziej ogólnej.

Zrobisz odcinek o sprzętach Hi-Fi? Diora, starsze odbiorniki stereo?

Z pewnością. Już czekają Duet, Zodiak, Radmor, Tosca, Aida, słynna wieża z szufladą i wiele innych.

Rządziły u nas takie marki i serie jak Kasprzak, Grundig, Neptun, Rubin, Unitra, Zenit, Smiena itd. A jak sprawa się przedstawiała w innych krajach bloku wschodniego. Co rządziło np. W Czechosłowacji, na Węgrzech czy w NRD?

Musimy pamiętać, że w socjalizmie nie było czegoś takiego jak marka rozumiana współcześnie. Gdy patrzymy na Colę i Pepsi, myślimy, że firmy te mają w sejfach pochowane przepisy na swoją słodką wodę i chronią tę tajemnicę ze wszystkich sił. Wtedy tak nie było, harmonogramy i zadania ustalano odgórnie, a Diora czy Kasprzak stanowiły raczej tylko taki znaczek związany z miejscem produkcji i to nie zawsze. To wszystko generalnie było jednym, państwowym przedsiębiorstwem, zresztą o oficjalnym statucie zrzeszenia nazywanego Unitra.

Można rzec, że podobnie było w całym obozie socjalistycznym. Jakaś tam zazdrość o swoje istniała, ale wchodzono w układy nakazem komitetów centralnych i tak na przykład powstał Condor czy Daria — owoc współpracy z Czechosłowacką Teslą. Były okazjonalne współprace z Węgrami, Niemcami, a nawet Jugosławią. No i ze Związkiem Radzieckim, wszak stamtąd przyszła do nas telewizja kolorowa. Każde z tych państw miał swoje marki, czasem jeszcze z czasów, gdy naprawdę nimi były, ale sytuacja tam miała się podobnie jak u nas.

Jakie marki i firmy były na naszym rynku przed wojną? Czy Polska miała jakieś własne dobre wyroby? Czy były dobrej jakości? a może królowały obce firmy?

Trzeba pamiętać, że przed wojną Polska była państwem biednym, walczącym z ciągłymi kryzysami i korupcją. Rynek dóbr luksusowych, bo do takich zaliczała się właściwie cała elektronika, wtedy dość droga, należał do spółek z kapitałem zagranicznym. Mieliśmy więc własne Philipsy, Marconi, Telefunkeny i wiele innych marek, które tak naprawdę były urządzeniami niskoseryjnymi i licencjonowanymi bądź sprowadzanych w częściach lub w całości. Powstało też PZT, będące już w pełni polską firmą, ale produkcja skupiła się głównie na zamówieniach dla wojska. Jakość była zróżnicowana, od towarów luksusowych, bo liche i tanie radyjka detektorowe.

Czy w Towarach Praktycznych będzie o odbiornikach detektorowych i prostych tranzystorowych?

Będzie. Do Towarów praktycznych przymierzam się cały czas, chciałem zorganizować współpracę, ale wyszło jak zwykle. Zmieniłem jednak założenie i teraz jedyną przeszkodą jest brak czasu. Z tym jednak też zamierzam wygrać.

Czy jest sens zrobić film na temat żarówek filamentowych? Niby ledowa, ale nie do końca, może jakiś sposób na przedłużenie życia?

Sens zrobić film jest zawsze, natomiast tutaj problem polega na braku możliwości odprowadzania ciepła ze struktur poza jego wypromieniowaniem. Jedyny sposób przedłużania ich życia to znaczne obniżenie mocy. Taka żarówka nadal będzie ładna, ale już światła wiele nie da.

Co twoja żona na to, że w domu urządzasz muzeum techniki i archiwum czasopism?

Dopóki muzeum nie wykazuje roszczeń terytorialnych do pomieszczeń ościennych, jest aprobata. A tak serio, żona wspiera działania związane z kanałem, podobnie jak ja widząc w tym sens.

W związku z tym że mamy pewnego wspólnego znajomego, zapytam enigmatycznie: pl.rec.muzyka.bin?

Enigmatycznie odpowiem: Janko Muzykant pozdrawia :)

Czy oglądałeś Sondę, a jeśli tak, to co możesz o niej samej, jak i o jej twórcach, powiedzieć?

No pewnie, że oglądałem i nie mogłem się doczekać kolejnych odcinków. Jak już wspominałem, Sonda była właśnie tym, co w peerelu było dobre. Świetna narracja i produkcja, uwzględniając oczywiście poziom techniczny i sam fakt izolacji naszego kraju od miejsc, w których powstawały wszystkie nowinki tam prezentowane. Dziś możemy marudzić, że są nieścisłości, niedokładności takie czy inne, ale nie zapominajmy, że panowie Kamiński i Kurek nie mieli internetu, tylko musieli tydzień w tydzień opracowywać wszystko jedynie na podstawie własnych obserwacji, odwiedzin czy materiałów z trudem wyciąganych z targów czy POS-ów firm nie mających u nas przedstawicielstwa i zachodnich stacji telewizyjnych, których wtedy jeszcze satelitą nie nadawano. Dziwię się, że za ten wyczyn i wkład w edukację dziesiątek tysięcy młodych ludzi nikt do tej pory nie wpadł na pomysł nazwania ich nazwiskami przynajmniej jakiejś ulicy.

Po przeczytaniu zakładki „Ja” na twojej stronie, chciałbym dowiedzieć się też czegoś o twojej osobie, podejściu do życia, fotografii, sztuki, muzyki i elektroniki. Musisz być człowiekiem z niespotykanym poczuciem humoru, ugrzecznionym na potrzeby YT.

Tak, staram się ugrzeczniać. Zakładka „Ja” jest zemstą na tych, którzy mnie nie lubią. Jeśli tylko sposób owego nielubienia przybiera oryginalne kształty, pozwalam sobie zachowywać cytaty, uzupełniając je własnym komentarzem. To trochę zbija z tropu, zwłaszcza w towarzystwie mojego ulubionego portretu z misiem na głowie, które wyraża dystans do wszystkiego.

I tu jest właśnie sedno: dystans i spokój. Życie jest zbyt krótkie na głupoty. Zostało mi statystycznych 25 lat. Biorąc jeszcze pod uwagę wykładnicze poczucie upływu czasu względem wieku, pojawia się jeden wniosek: nie ma czasu na rzeczy przykre. Trzeba otaczać się sztuką, muzyką, książkami, górami i Towarami Modnymi.

Jakimi dobrodziejstwami służy ci YouTube? Jakimi mediami karmisz się na co dzień?

Powiem szczerze: nie mam czasu na oglądanie filmów. Dużo szybciej przyswaja się wiedzę czytając, więc szukam źródeł pisanych, ubolewając, że te ustępują filmom i tekstom czytanym. Co nie znaczy, że nie uważam tych mediów za niewartościowe, lecz w wielu przypadkach dla mnie są mało efektywne. Film winien służyć treściom, które ciężko przekazać samym słowem i na odwrót. Zresztą podcasty, które prezentuję wraz z Audioteką, poruszają zagadnienia prezentowane w filmach, ale w sposób zupełnie inny, dostosowany do tamtego medium.

Co do codzienności, trzeba nauczyć się czytać „rzutem oka”. Te wszystkie szalenie ważne informacje jutro nie będą mieć żadnego znaczenia. Tak zwany rzut oka pozwala ocenić istotę problemu (której najczęściej nie ma) i oszczędzić mnóstwo czasu na analizę kolejnych artykułów z napisem PILNE. Kto pamięta te tysiące afer sprzed roku? Media nie służą dziś informowaniu, a sprzedaży tego, co mieści się w kolorowych ramkach. Warto o tym pamiętać.

Co teraz czytasz i jaki jest top w literaturze?

Niestety obecnie niewiele czasu zostaje mi na czytanie niezwiązane z tematyką kolejnych Towarów. Dawniej jednak czasu miałem dużo więcej i dobrych kilkaset książek, nie koniecznie o telewizorach lampowych, pochłonąłem. Mój top? Chyba nie będę tu oryginalny: Asimov i Clarke, za przede wszystkim Fundację i Ramę — świetne studium społeczeństw, dające odpowiedzi na pytania dlaczego jest jak jest i co może nastąpić jutro. Suworow — za studium tym razem człowieka, który odkrywa kim jest i w czym przyszło mu egzystować. Paradoksalnie świetne podręczniki o tym, jak być szczęśliwym. No i do kompletu Pasternak i w ogóle rosyjscy pisarze z nieco starszych tym razem czasów, z Doktorem Żywago na czele. Powiedzmy, że te ci autorzy uzupełniają poprzednich, dając kompletny obraz całości świata. Ale czasem też lubię się pośmiać, więc i Harrison, Nienacki i inni mistrzowie lekkiego pióra mnie odwiedzają. Tego ostatniego polecam także za książki nie dla dzieci. O książkach w ogóle można by dużo.

Czy myślisz o napisaniu książki? Chętnie kupię! Wielu innych też.

Bardzo się cieszę. Tak, myślę i jeśli tylko nic nieoczekiwanego się nie zdarzy, planuję taki prezent zrobić sobie i innym na Mikołaja. Pragnę stworzyć całą serię, ale na razie będę się chciał skupić na ogólnej wyprawie w przeszłość. O ile tematy będą się pokrywać z Towarami filmowymi, nie będzie to ich kopia, lecz zupełnie inna perspektywa, która powinna zadowolić wszystkie pokolenia: tych, którzy już wtedy byli dorośli, którzy jak ja — byli dziećmi i którzy chcą dziś pokazać swoim wnukom jak świat wyglądał kiedyś.

Jakiej muzyki słuchałeś na przestrzeni lat?

Różnej. W podstawówce właściwie tego, co się do słuchania nawinęło, bo jak większość — miałem bardzo skromną kolekcję nagrań. Nie zapominajmy jednak, że pop brzmiał wtedy świetnie. Że wymienię: Yes, Kajagoogoo, Aha, Frankie Goes to Hollywood, Til Tuesday, Eurythmics, Mecury, New Order i dziesiątki innych. W liceum, gdy już sam zacząłem grać, pojawiły się konkrety: od elektroniki — Parson, Vollenweider, przez ambitniejszy pop, jak Level42, Toto, Kate Bush, Clannad i trochę starszych, jak Gentle Gain, po jazz i to dość szeroko rozumiany: od naszych klasyków, po String Connection, Walk Away, Laboratorium oraz Ponty’ego, Brand-X i Metheny’ego. Potem doszła muzyka klasyczna, Debussy, Czajkowski, Chopin, dwudziestowieczni Rosjanie i wielu innych. Oczywiście takie klasyki jak Dire Straits, JJ Cale czy Pink Floyd cieszyły mnie zawsze i nadal lubię sobie ich posłuchać.

Czy udało ci się w przeszłości być choć odrobinę znanym, rozsławionym?

No niestety tak. Jestem współtwórcą czegoś w dziedzinie optyki, jednak bez praw autorskich. Prawa, przynajmniej uznaniowe, mógłbym pewno wynegocjować sądownie, ale jak wspominałem, życie jest zbyt krótkie, by mi się chciało tracić czas i nerwy. Lepiej wyciągnąć z tego wnioski i znowu zrobić coś fajnego, tym razem już tylko dla siebie.

Skąd bierzesz inspiracje na odcinki, że tak przyjemnie się je ogląda?

Bardzo mi miło. Nie wiem skąd. Myślę sobie: co by tu teraz i po pięciu sekundach już wiem. A potem siadam nad scenariuszem i po chwili zaczynam go skracać, bo inaczej musiałbym to realizować miesiąc.

Czy masz jakąś dalszą perspektywę komercyjną albo pomysł na spieniężenie swojej działalności i talentów?

O książkach już wspominałem. Obecnie moim głównym celem jest samofinansowanie działalności związanej z kanałem, bym mógł się nim zająć w pełni. Jeść niestety trzeba, a do tego inwestycje poczynione w celu zajęcia się rzeczami przyjemnymi, częściowo zrealizowane kredytem, zostały zawieszone z powodu pandemii. Jest to powód do załamania, albo też do zabrania się za nowe i właśnie Towary czymś takim się stały.

Wspomnę o planach. Nie obiecuję, że uda się je zrealizować w najbliższym czasie, ale plany dobrze mieć. Udało się w końcu rozpocząć współpracę z miejscem, w którym znajduje się dużo więcej skarbów niż moje skromne jednak zasoby i kolejna pięćdziesiątka będzie częściowo tam nagrywana.

Chciałbym wystartować z drugim filmem w tygodniu. Byłyby to kolejne Towary Praktyczne, w tym seria o optyce — myślę, że ciekawa oraz kontynuacja Przypadków Adama, ale w zupełnie innej formie. Chciałbym pokazać tam świat bliższy i dalszy od miejsca, w którym mieszkam, przez pryzmat historii, geologii, takich czy innych ciekawostek, piękna czy z jakichś względów istotne, ale mniej znane.

No i gdy to covidowe szaleństwo się skończy, będę chciał od czasu do czasu w Towarach pokazać rzeczy, które na półce się nie mieszczą. W planach mam odwiedziny w europejskich muzeach związanych z techniką — od londyńskiego Science, przez berlińskie muzea kolejnictwa, Zagłębie Ruhry z kopalniami, po nasze, równie ciekawe muzea Lotnictwa, Nafty i Gazu czy Inżynierii Miejskiej.

Kiedy przestaniesz się rozwijać?

Jak umrę :)

Jakie masz rady, przekaz życiowy, do młodszych pokoleń? i gdybyś mógł powiedzieć coś młodszemu sobie, co by to było?

Trudno powiedzieć tutaj coś mądrego, używając jedynie kilku zdań. Przede wszystkim: liczcie tylko na siebie. Zacznijmy od tego, że świat ulega specjalizacji. Jak kiedyś istniała różnorodność w produktach, tak teraz jest ona pozorna. Na przykład fizyczne klawiatury, tak kiedyś różne i czasem zaskakujące, ustępowały najpierw mikrostykom, potem membranom, by w końcu przerodzić się w pola dotykowe, strasznie niewygodne, ale tanie. Głaszczemy dziś nie tylko ekrany komórek, ale ekspresy do kawy, panele telewizorów czy gadżety inteligentnych domów. Obsługa wszystkiego staje się taka sama.

I podobnie będzie z tak zwanymi zasobami ludzkimi. Gdy wchodziłem w dorosłość, zmiana pracy zwykle zmieniała wszystko: zwyczaje, warunki, trzeba było uczyć się nowego, łącznie z rozpoznawaniem humoru szefa. Wiele było w tym nieefektywności, ale też wiele szans. Dziś jest inaczej. Korporacje unifikują sposób pracy, kariera przebiega tam wedle ściśle utartych reguł, a niepokorni będą mieć coraz większe trudności ze znalezieniem dla siebie stabilizacji. Specjalizacja w wykorzystywaniu naszych zasobów będzie się udoskonalać i w końcu zawita do nas model chiński, uszczelniony do granic możliwości, sprowadzony do rankingów wyrażanych punktami. To oczywiście może się podobać tym, którzy chcą po prostu egzystować, czasem całkiem dobrze, zgodnie z uśrednionym modelem i nie zawracać sobie głowy filozofią.

Wcześniej czy później czeka nas też powszechna robotyzacja, która przyniesie ludziom czas. Oczywiście może tak nie nastąpić, ale alternatywą jest świat chaosu. Trzeciej drogi nie widzę. Przyjmując wariant optymistyczny, ludzie będą pracować mniej, wielu stanie się trwale bezrobotnymi, ale wspieranymi zasiłkami umożliwiającymi jakiś tam podstawowy poziom życia. I tutaj jest szansa dla kreatywnych. Rynek rozrywki czy w ogóle zajęć dla ludzi mających czas, będzie z pewnością bardzo rozbudowany. Nie zapominajmy jednak, że wielu pragnie czegoś wyjątkowego, by się wyróżnić. Dla takich właśnie będą powstawać manufaktury, sztuka na wyłączność czy różnego rodzaju treści. To nie znaczy, że natychmiast należy brać się za rzeźbienie świątków z Wi-Fi i Arduino, ale warto postawić się owej ogarniającej nas specjalizacji. Generalnie świat się rozleniwia, więc mając wypracowanych kilka zdolności, z czasem zyskamy coraz większy potencjał.

Wracając do pytania: liczmy na siebie. Dla firmy, dla korpo, dla państwa — jesteśmy tylko zasobem. Absolutnie nie liczmy na jakieś uczucia ze strony tych podmiotów. To był mój wielki błąd, myślałem że tworząc coś przynoszącego zyski i dumę firmie, zostanę doceniony i stanę się częścią jednostki zmieniającej świat na lepsze. To tak nie działa. I nawet doskonała optymalizacja nie jest odporna na czynnik ludzki, który zawsze będzie stał ponad tymi wszystkimi algorytmami. Czynnik zależny od humoru, pogody, samopoczucia i myślenia życzeniowego.

Jak wspominałem, temat jest bardzo rozległy i może będzie okazja do niego wrócić. Dodam jeszcze jedną rzecz. Matematyka jest królową nauk i trzeba to wziąć serio. Uczucia zwykle jej przeczą, ale nie zapominajmy, kto tu rządzi. Myślenie życzeniowe, przeczenie statystyce, wyparcia, wiara i przekonanie — to wszystko może nas zwieść i zawieźć. Jeśli z obliczeń wynika, że szansa na coś jest bardzo mała, odpuśćmy. I w drugą stronę: jeśli ryzyko jest niewielkie — zamordujmy naszego cykora. Nauczmy się myśleć cyframi, ale też czerpmy z psychologii, socjologii, historii, szukajmy związków przyczynowo-skutkowych, odpowiedzi w nauce, a nie w internetowych awanturach. Życie wtedy stanie się prostsze i pełniejsze. I pamiętajmy — czas jest skończony, a każda jego sekunda — jednorazowa. Do widzenia.

Zapraszam do dyskusji pod filmem na kanale YouTube