Stanisław Wyspiański

19 VII 2020

Dla mnie osobiście najwybitniejszy z polskich malarzy i artystów w ogóle, bo przecież był także doskonałym dramaturgiem czy projektantem form. Zapraszam na chwilę z tą wielką postacią, tworzącą tak naprawdę tylko przez jedną jedyną dekadę przełomu wieków.

1895 — Rośliny

Stanisława Wyspiańskiego ceni się przede wszystkim za wspaniałe portrety. Opowieść zacznę jednak od motywów roślinnych, które w rękach mistrza przybrały formę charakterystyczną i niepodrabialną. Czy najpierw pojawiły się zlecenia wykonania polichromii z motywami kwiatów do krakowskich kościołów, czy też miały miejsce dlatego, że artysta często uciekał w świat tychże, trudno powiedzieć.

„Martwa natura z kwiatem korona cesarska”, 1893–1894
„Widok z okna pracowni”, 1894-1895
„Bratki”, 1897-1902
„Irysy”, 1904
„Lilie białe”, 1904
„Portret podwójny Elizy Pareńskiej”, 1905
„Wnętrze paryskiej pracowni artysty”, 1893
„Wnętrze pracowni artysty”, (?)
„Weranda”, 1894
„Barki na Sekwanie”, 1893
„Pejzaż podmiejski z okolic Paryża”, 1893
„Pejzaż nizinny z rzeką”, (?)

Faktem jest, że po powrocie z podróży po Europie Wyspiański, tocząc ze sobą walkę o uznanie Krakowa za swój dom, Krakowa, który po wizytach w stolicach sztuki wydawał mu się skarłowaciały i stęchły, namalował swoje słynne „Chochoły”. Na chwilę zostańmy przy tym obrazie. Choć jeszcze nic nie zwiastowało ślubu jego przyjaciela, Lucjana Rydla, który dał początek dramatowi „Wesele”, pojawiły się tutaj motywy chochołów, ożywionych, zwróconych ku sobie, z których jeden stał się później bohaterem sztuki. Sam obraz jest niezwykły, ponieważ nie przedstawia rzeczywistości. Jest jak gdyby namalowany z wysokości korony drzew, a same chochoły są nieproporcjonalnie wysokie.

„Chochoły (Planty nocą)”, 1898-1899

Obraz ten oraz niejako bliźniaczy „Planty o świcie”, nastrajają nas sugestywnie barwą, pierwszy — granatem późnego wieczoru, a drugi — sepią świtu przedwiośnia. Uwypuklone kontury drzew z wyraźnym zarysem struktury kory, przypominającym żyły na ciele człowieka, sprawiają wrażenie tworów żywych, zwłaszcza na drugim obrazie.

„Planty o świcie”, 1894
„Widok z Zacisza na Barbakan i Bramę Floriańską”, 1894
„Widok z Zacisza na Teatr Miejski”, 1894
„Widok na Wawel”, 1895
„Skarby sezamu”, 1897

Wróćmy do kwiatów zdobiących ściany krakowskich kościołów. Wyspiański, będąc malarzem nie mającym żadnych problemów z odzwierciedleniem rzeczywistości, w motywach roślinnych uciekał od niej zarówno barwą jak i perspektywą. Tworząc mozaiki polichromii bawił się regularnymi wzorami, które jednak po chwili za sprawą kolorów okazywały się niepowtarzalne. Co ciekawe, został tam zaangażowany przez Matejkę, konserwatywnego artystę poprzedniej epoki.

„Róże — karton do polichromii w kościele Franciszkanów w Krakowie”, 1895
„Malwy”, 1896
„Róże”, 1897
„Witraż — kościół Franciszkanów”, 1897-1902

Kolory Wyspiańskiego stanowią doskonałą inspirację do poszukiwań barw w świecie, który chroni je zazdrośnie. Z każdego obrazu artysty możemy zdjąć świetną paletę dobranych odcieni, ale to właśnie motywy kwiatów są w nie najbogatsze. Co nie znaczy, że jest tam wszystko, to wciąż są zestawione ze sobą barwy, pasujące do siebie, skończone i kompletne. Podobnie jak kształty roślin. W przeciwieństwie do wielu artystów epoki, rośliny Wyspiańskiego nie są postrzępione i nieczytelne. Tworzą zamknięte kształty złożone z fal i plam, będące esencją secesji.

„Autoportret”, 1894
„Portret dziewczynki”, 1891
„Dziewczynka gasząca świecę”, 1893
„Chłopiec z kwiatem”, 1893
„Dziewczynka z czerwonym kapeluszem”, 1893
„Portret dziewczynki z kwiatem rumianku w dłoni”, 1893
„Głowa mężczyzny”, 1893
„Pasjans przy świecy”, (?)
„Dwie dziewczynki”, 1894
„Próżność (Vanitas)”, 1895
„Dziewczynka z niebieskimi oczami”, 1895
„Dziewczyna w kwiecistym wianku”, (?)
„Portret dziewczynki w czerwonej sukience”, 1895
„Portret dziewczynki w czerwonej sukience”, 1895
„Głowa dziewczynki”, 1895
„Głowa dziewczynki”, 1895
„Dziewczynka w niebieskim kapeluszu”, 1895
„Głowa dziewczynki”, 1898
„Dziewczynka z fiołkami”, 1898
„Główka dziewczynki”, 1900
„Portret dziewczynki”, 1900
„Chłopiec z pistoletami”, 1902
„Portret dziewczynki”, 1904
„Autoportret”, 1897
„Polonia”, 1894
„Kazimierz Wielki”, 1901
„Święty Stanisław”, 1901
„Błogosławiona Salomea”, 1902
„Apollo. System Kopernika”, 1904
„Madonna z dzieciątkiem”, 1904
„Madonna z Dzieciątkiem (Caritas)”, 1904
„Bóg Ojciec — Stań się”, 1904
„Pejzaż z rzeką”, 1900
„Pejzaż”, (?)
„Zagroda w Konarach”, 1900
„Zagroda w Konarach”, 1900
„Zagroda w Konarach”, 1900
„Zagroda wiejska w Konarach”, 1905
„Zakola Wisły”, 1904
„Krajobraz znad Rudawy”, 1905
„Wisła pod Krakowem”, 1905
„Motyw zimowy”, 1905
„Pejzaż wiosenny”, 1906-1907

1900 — Wesele

Kto chce zrozumieć wielkich, dozna porażki. Wielu jednak chciało wiedzieć dlaczego ktoś tak światły i kreatywny związał się całkiem świadomie i z własnej woli z niepiśmienną chłopką z podkrakowskich Konar. Uszanujmy, iż tego właśnie pragnął, być może z wrodzonego sobie buntu przeciwko stosunkom krakowskiego świata elit, któremu Zapolska kilka lat później poświęciła swoją „Moralności pani Dulskiej”.

„Portret artysty z żoną”, 1904
„Portret żony w serdaku”, 1902
„Żona artysty z synkiem Stasiem”, 1904
„Portret żony wśród pelargonii”, 1905

Wyspiański nie był jednak osamotniony w takich decyzjach i rok po własnym ślubie, bardzo skromnym i kameralnym, brał udział w weselu Lucjana Rydla z Jadwigą Mikołajczykówną. Tutaj dla odmiany gości było mnóstwo, a wesele huczne. Podczas gdy żona Wyspiańskiego, Teodora, znakomicie się bawiła w towarzystwie rodziny panny młodej, artysta wolał obserwować wnikliwie ową oryginalną mieszankę zupełnie obcych sobie światów, mających jednak wspólne słabości. Obserwacja ta stworzyła największe dzieło pisane Wyspiańskiego — dramat „Wesele”. Natychmiastowy sukces w końcu uwolnił twórcę od problemów finansowych, ale także skłócił z nim wiele osób, które wystąpiły w dramacie pod własnymi nazwiskami, niekoniecznie ukazanych w dobrym świetle.

„Portret Lucjana Rydla”, 1898
„Portret Wandy Siemaszkowej jako Panny Młodej w Weselu”, 1902-1903
„Wesele”, 1901

Wyspiański przeniósł się do dużego mieszkania i urządził w nim słynną szafirową pracownię. Przez kilka kolejnych lat powstało tam wiele rodzinnych portretów. Niezwykłych, ponieważ łączyły cały wcześniejszy dorobek i doświadczenie artysty z tak lubionymi przez modernistów elementami ludowymi. Jednak to Wyspiański miał do nich pełne prawa, ponieważ nie był tylko gościem tego świata i to widać, zwłaszcza w portretach jego dzieci.

„Autoportret”, 1902
„Macierzyństwo”, 1902
„Macierzyństwo”, 1903
„Macierzyństwo”, 1904

A dzieci mają swoje zwyczaje i są niecierpliwe. Toteż artysta używał szybkich narzędzi, czyli pasteli i swej oryginalnej techniki: mocnych konturów ciągniętych pojedynczymi ruchami, falistych linii i charakterystycznego, secesyjnego zdobnictwa. I oczywiście barwy. Świetnie dobrane, od razu jednoznacznie opowiadają nam o porach dnia, pogodzie, nastroju. Dzieci są prawdziwe, niewyidealizowane. Zmęczone, rozczochrane, zastygłe w naturalnych pozach. W portretach zawarte jest kompletne minimum. Choć malowane szybko, zawierają wszystko, co bystry obserwator zauważy. Odbicia, faktury, cienie i bliki.

„Główka Helenki, córki artysty”, 1900
„Helenka”, 1900
„Helenka oparta o kołyskę”, 1901
„Portret małej Józi”, 1901
„Studium dziecka”, 1901
„Portret Helenki w gorsecie krakowskim”, 1901
„Śpiący Staś”, 1902
„Śpiący Mietek”, 1902
„Mietek oparty na rękach”, 1904
„Helenka — córka artysty”, 1904
„Portret dziewczynki”, 1904
„Główka dziewczynki”, 1905
„Józio Feldman”, 1905

Portrety Wyspiańskiego charakteryzuje też nietypowe kadrowanie, zwykle przecięte po przekątnej dopełniającymi obszarami. Jest to zabieg celowy, który wprowadza nieco dysharmonii chwili zastanej, a więc niepozowanej albo też podkreśla to, co istotne, jak to bywało w serii macierzyńskiej.

„Dziewczynka z wazonem z kwiatami”, 1902
„Śpiący Mietek”, 1904
„Śpiący Staś”, 1904

A wspomniane zanurzenie się w małopolskim folklorze pojawia się dyskretnie we wzorach, kwiatach i elementach strojów czy wykończeń, które można było znaleźć na podkrakowskich wsiach i zarazem w zdobnictwie secesyjnym, którego mistrz był współautorem.

„Macierzyństwo”, 1905
„Portret panien Kijeńskich”, 1893
„Portret Klementyny z Tetmajerów Olcyngierowej”, 1894
„Portret Kazimierza Stankiewicza”, 1894
„Portret Marii Waśkowskiej— dziewczyna z czarną aksamitką”, 1894
„Portret Honoraty Leszczyńskiej w roli Katarzyny w Poskromieniu złośnicy”, 1894
„Portret Franciszka Wyspiańskiego, ojca artysty”, 1894-1895
„Portret Adolfa Nowaczyńskiego”, 1898
„Portret Henryka Opieńskiego”, 1898
„Portret Józefa Mehoffera”, 1898
„Portret Kazimierza Lewandowskiego”, 1898
„Portret malarza Zygmunta Badowskiego”, 1898
„Zamyślona — portret Dagny Przybyszewskiej”, 1898-1899
„Portret Antoniego Langego”, 1899
„Portret Jerzego Żuławskiego”, 1899
„Portret Wincentego Parviego”, 1899
„Portret Włodzimierza Tetmajera”, 1899
„Portret Antoniego Kamieńskiego”, 1900
„Portret ojca”, 1900
„Portret Salomei Hankiewiczowej z córką”, 1901
„Portret Elizy Pareńskiej”, 1902
„Studium kobiety”, 1902
„Ordonówna jako Krasawica w Bolesławie Śmiałym”, 1903
„Ludwik Solski jako stary wiarus w Warszawiance”, 1904
„Portret Jana Raczyńskiego”, 1904
„Portret Andrzeja Mielewskiego w roli Rapsoda w Bolesławie Śmiałym”, 1904
„Portret Franciszka Krzyształowicza”, 1904
„Portret Ireny Solskiej”, 1904
„Portret Jana Stanisławskiego”, 1904
„Portret Juliana Nowaka”, 1904
„Portret Juliana Pagaczewskiego”, 1904
„Portret Józefy Krzyształowiczowej”, 1904
„Portret lekarza”, 1904
„Portret Leontyny Sternbach”, 1904
„Portret profesora Uniwersytetu Jagiellońskiego Leona Sternbacha”, 1904
„Portret panny Sternbachówny”, 1904
„Portret Pani Solskiej”, 1904
„Portret Elizy Pareńskiej”, 1905

1905 — Kopce

Dramatyczne kulisy słynnej serii kopców Wyspiańskiego nie są ogólnie znane. Obrazy, a powstało ich około czterdziestu, ukazują ten sam, tak samo skadrowany widok na nieistniejący już od stu lat tor kolei obwodowej, rozlewiska Rudawy i charakterystyczny Kopiec Kościuszki na szczycie Wzgórza św. Bronisławy. Podobno do malowania tych obrazów miał nakłonić artystę Feliks Jasieński, organizator wystaw i krakowski mecenas. Wyspiański, płacąc za bunt młodości śmiertelną chorobą, nie miał już siły opuszczać swojego domu i gdy gość zwrócił mu uwagę na serię katedr Moneta, postanowił malować ów słynny „Widok z okna pracowni”.

„Widok na Kopiec Kościuszki w Krakowie”, 1904

Ósmego grudnia powstały pierwsze trzy obrazy. Tej zimy jeszcze dziewięć, a do końca życia dwie serie, w tym największa, licząca dwadzieścia obrazów. W sumie powstało około 40 widoków pokazujących to samo, ale zupełnie do siebie niepodobnych. Do naszych czasów ocalało jedenaście, rozproszonych w różnych miejscach świata.

„Widok na Kopiec Kościuszki w Krakowie”, 1904
„Widok z okna pracowni na Kopiec Kościuszki”, 1904

Na serię tę możemy spojrzeć różnorako. Zacznijmy od znaczenia symbolicznego. Oto oprawiony w ramy okna obraz życia artysty. Zmieniający się wręcz z godziny na godzinę kolor, cień, kontur; rzecz którą dostrzegają nieliczni. To wszystko, co sprawiło, że stał się wielki, choć nie od razu, bo jak nieliczni widzą te subtelności, tak niektórzy tylko potrafią dostrzec wielkich im współczesnych.

„Widok z okna pracowni na Kopiec Kościuszki”, 1904
„Widok na Kopiec Kościuszki”, 1904

Sam Kopiec to także symbol tego, co było dla Wyspiańskiego ważne, do czego wrócił po latach buntu, głównie w twórczości poetyckiej. Patriotyzm, ale zdrowo pojęty, szczery, bolesny, jak dramaty artysty, na czele z Weselem, jak życie tego, któremu ów kopiec usypano.

„Widok z okna pracowni na Kopiec Kościuszki”, 1904

Spieszył się, czując nadchodzący koniec, wybrał więc swoje ulubione pastele i tę swoją jakże charakterystyczną, wręcz nonszalancką kreskę. Wręcz zatracił się w swych widokach z okna, dzieląc je już tylko z malowaniem swoich dzieci.

„Widok z okna pracowni na Kopiec Kościuszki”, 1904
„Widok z okna pracowni artysty na Kopiec Kościuszki w zimowy pogodny dzień”, 1904

Ubolewać można, że dopiero pod koniec życia Wyspiański stał się płodnym pejzażystą, bo wcześniej traktował ten kierunek okazjonalnie. „Widoki z okna” stały się wspaniałym studium światła i barwy, które każdy świadomy obserwator świata winien poznać. Spójrzmy najpierw na kontrast. Mamy tu chyba wszystkie rodzaje zimowej pogody, które rysują się ostro, w sposób zrównoważony albo bardzo miękko. Gdy skupimy się na barwie, zauważymy, że ten neutralnie biały śnieg nigdy białym nie jest. Przybiera odcienie pory dnia, chmur, charakterystycznego brudu starego miejskiego śniegu czy przebić roztopów. Weźmy pod uwagę to, że widok jest rozległy, więc dominującymi barwami najdalszego planu będą odcienie zimne.

„Widok z okna pracowni na Kopiec Kościuszki”, 1905
„Widok z okna pracowni artysty na Kopiec Kościuszki w zadymce śnieżnej, w szary zimowy dzień”, 1905

Ostatni znany „Widok z okna pracowni” jest już walką z niemocą fizyczną artysty, z niedowładem rąk. Każda kreska to zwycięstwo, w którym widać odciśnięty ból. Mimo, iż to już tylko cień zuchwałych ciągnięć kredki z lat młodości, obraz ten mówi, a właściwie krzyczy każdym swym elementem, na niepokojącej, mrocznej palecie barw kończąc.

„Widok z okna pracowni artysty na Kopiec Kościuszki w okresie roztopów”, 1905
„Portret własny”, 1907

Patrz oczyma mistrza

Jedną z najbardziej charakterystycznych rzeczy kojarzonych z Wyspiańskim są wspomniane Chochoły, a właściwie one wraz z drzewami, sugestywnie ożywionymi, ponurymi i wykrzywionymi, malowanymi w bezlistną porę roku. Porą tą większość fotografów zawiesza swoje działania, zupełnie niesłusznie rezygnując z wyspiańskich klimatów. Wraz z nieokreślonym, rozproszonym światłem i dominantą bezlistnych lasów późnej jesieni albo przedwiośnia, możemy zdobyć unikatową paletę fioletów i granatów, przetkanych silnie wtedy uwidoczniającymi się się barwami chromatycznych detali. Czerwienie i rudości resztek liści, głęboka zieleń mchu, szmaragdowe porosty, to wszystko umyka w słonecznych dniach lata. Wyspiański często zestawiał owe ukryte na co dzień palety, których możemy poszukać także my.

Poszukajmy teraz innych wyzwań. Spójrzmy na polichromie mistrza. Niby powtarzalne, a nie do końca. Lecz nie tak po prostu, różnią się świetnie dobraną barwą. Coś w swej idei podobnego oferuje przyroda. To zdjęcie powstało w zupełnie zwyczajnych okolicznościach, gdzieś na ulicy, pod którymś z drzew. Jednak ustępujący deszcz i charakterystyczne światło niespokojnych chmur wyciągnęło z tego jesiennego drzewa fantastyczne barwy. Inspiracji wyspiańskich możemy szukać przede wszystkim w polnych kwiatach, w naturze pozostawionej samej sobie. Tę niedoskonałą, a przez to tak interesującą powtarzalność najlepiej wydobywać wąskim kątem, który izoluje od otoczenia, skupiając się jedynie na istocie.

No i w końcu seria kopców, która może być dla nas bardzo ciekawym doświadczeniem. Otóż sporo już lat temu bywałem w okolicach Częstochowy na cyklicznych komercyjnych sesjach fotograficznych. Nieopodal znajdował się dość zapuszczony staw. Przechodząc obok niego, od niechcenia zrobiłem tam zdjęcie. A potem już, będąc tam robiłem je zawsze. I w ten sposób udało mi się stworzyć serię ujęć owego bezimiennego stawu o różnych porach roku i dnia. Jak widać, ów jeden tylko kadr potrafił zagrać tak wieloma melodiami.

A tutaj jeszcze trzy odsłony zachodniej bramy krakowskiego Lasu Wolskiego, tym razem ograniczone do późnej zimy. Paleta barw jest uboga, lecz kompletna, zimna, poza jednym słonecznym kadrem trudna do zidentyfikowania co do pory dnia.

Na koniec jeszcze bardzo krakowski motyw. Pojawił się u mistrza, pojawia się w setkach tysięcy zdjęć robionych co roku. Jednak tylko czasami zdarza się okazja do złapania mariackiej wieży w sposób oryginalny. I tutaj także najlepiej łapać światło zachodzącego słońca albo późnojesienną mgłę.