Wojciech Weiss

30 IX 2020

Próżno szukać skandali w jego niezwykle płodnym artystycznie życiu. Nie zawiedzie się za to ten, kto będzie szukać różnorodności. Zapraszam na spotkanie z twórcą, który mógłby o zmianach na świecie opowiadać długo, bo bardzo dużo ich przeżył.

1896 — Podwójne życie pędzla

Niewielu miało szczęście widzieć w życiu tak wiele, tak bardzo otwartymi oczyma. Wojciech Weiss otrzymał od losu dar niezwykły: urodził się w czasie narodzin impresjonizmu, dojrzewał w świecie ekspresji, międzywojnie wypełniła mu zmysłowość, a powojenny upadek wartości — socrealizm.

„Autoportret z maskami”, 1900

Podobnie jak inni artyści przełomu wieków, zaczynał od matejkowskiego historyzmu oraz mitologii, interpretowanej jednak już po swojemu. Do czasu, gdy w 1896 roku pierwszy raz zwiedzał Europę. Nie porzucił jednak realizmu, a zaczął prowadzić podwójne życie artystyczne. Obok świetnych portretów pojawiały się gry plam i kolorów. Przyjrzyjmy się najpierw kilku pierwszym.

„Odyseusz pod ziemią w Hadesie”, 1885

Portrety zdecydowanie były opowieściami. Być może dlatego, że stanęły w opozycji wobec uprawianej przez artystę od wczesnych lat fotografii.

„Portret dziewczyny w granatowej sukni”, 1895

Oto jeden z bardziej znanych obrazów, „Melancholik” Nieobecny wzrok, niedbała postawa, ręce złożone przypadkowo. Błądzące wzory na draperii, niekompletne, wpadające w przygnębiający cień. Kwiatek, jakże ubogi, z przydługą, krzywą łodygą. I jakby jeszcze było tego mało, odrobina życia — czerwieni, w samym rogu zdjęcia. Aż się chce obraz skadrować, odcinając ten pozornie niepasujący fragment.

„Melancholik”, 1898

„Student” to także troska, lecz inna. To już nie wzrok utkwiony w niekonkretnych marzeniach, a problemy młodego człowieka: egzamin, nauka i przede wszystkim pieniądze, bo w tamtych, zresztą nie tylko tamtych czasach, to był główny powód do zmartwień tych, którzy chcieli zmienić swój los nauką. Tu jednak nadzieja jest obecna w tle, choć to tło jest dość zamglone wobec konkretnych rysów postaci. Jak owoce ciężkiej pracy, które dopiero nadejdą w trudnej do określenia przyszłości.

„Student”, 1897

„Portret rodziców” to także doskonałe dzieło mówiące dużo więcej niż tylko zatrzymany w kadrze obraz dwojga ludzi. Ojciec wciąż patrzy w dal, a matka — nieco bliżej. Rolami swymi para podzieliła się zgodnie, na co wskazują dłonie. Ciążenie postaci ku prawej stronie bierze się ze zmęczenia długim już życiem. Także tło, gładkie, z niewielkimi bruzdami, w kolorach niezbyt atrakcyjnych, jest podsumowaniem czasu, może nie usłanego różami, lecz wolnego od wielkich dramatów. Czy tak było w rzeczywistości? Tak opowiada obraz i myślę, że możemy przyjąć, iż opowiada prawdę.

„Portret rodziców” 1899

Spójrzmy jeszcze na jeden obraz, a właściwie jego fragment, gdyż po 122 latach od jego namalowania cofnęliśmy się mentalnie i spłyciliśmy się do tego stopnia, iż ukazywanie takich aktów [na takich platformach jak YouTube] stało się nielegalne. Ubolewając nad owym regresem, skupmy się na tym co widać. Dumnego chłopca, czerpiącego ciepło z pierwszego wiosennego wiatru. Nie ma tu doskonałości, a realizm. Potargane włosy, wychudzone, wykrzywione ciało, korespondują z niedbałymi drzewami i dopiero co okrytą bliżej nieokreślonymi kwiatami łąką. W tle widać wtopione dwie nagie postaci, nieczytelne, będące częścią tej wcale nie tak radosnej i jednoznacznej wiosny.

„Wiosna”, 1898

Niewiele radości znajdziemy w portretach artysty, czy w ogóle w jego obrazach. Ale też nie ma tam rozpaczy, jest przede wszystkim dystans i rzeczywistość, zwykle trudna, nieidealizowana. Dlatego Weiss nawiązał nić porozumienia z wielkim indywiduum, Stanisławem Przybyszewskim i prace jego często były inspirowane twórczością literacką poety.

„Zasmucona”, 1898
„Portret Dagny Juel Przybyszewskiej”, 1899

1896 — Podwójne życie pędzla

Drugi raz ten sam tytuł to nie błąd. Oto młody, świetnie zapowiadający się artysta, odkrywa zbuntowane malarstwo europejskie. To, co w nim kiełkowało, wybucha nagle, na razie szeregiem równoległych kierunków, w którym wspólne było odejście od realizmu w stronę barwy i kontrastu.

„Kawiarnia paryska”, 1899

Treścią obrazów staje się ruch i życie — jak w serii paryskich zabaw wieczornych. Brak tu szczegółów i nie szukajmy ich na siłę. Jest za to mnóstwo dynamiki, a twarze zastąpiły kapelusze i rozwiane części garderoby.

„Kankan w Moulin Rouge”, 1900

Spójrzmy na obraz „Pocałunek na trawie”. Emocje z poprzednich kadrów opadły wraz z nastaniem dnia. Wszystko jest nieczytelne, jak obrazy niewyspanych, bawiących się do świtu. Lecz żywioł nie odszedł, spoczął tylko na chwilę. Kolory ułożyły się warstwami, jak para i parasolka, niedbale odłożona.

„Pocałunek na trawie”, 1899

A tu inna droga wyrażania emocji młodego artysty. „Autoportret z jabłkiem” intryguje nie tylko techniką splątanych linii, zmieszanych z plamami. Jest niezwykle barwny, ale niesymetrycznie. Sam mistrz jest blady. Jakby już nie dawał rady w tym zgiełku i zabawie zewsząd go otaczającej. Postać kusi go jabłkiem, o czym dowiadujemy się z tytułu obrazu, bo owoc jest nieczytelny. Lecz nie jest to biblijne, jedyne jabłko, kobieta ma ich więcej. Tutaj pokusy są hurtowe i upadek wielokrotny.

„Szkic do autoportretu z jabłkiem”, 1897

Nie da się ukryć, że młody artysta zafascynował się kobietami. Powstało wtedy mnóstwo aktów, dziedziny malarstwa wciąż w Polsce niepowszechnej. Tutaj malarz używał często swojego talentu do realizmu, tworząc pewne hybrydy kształtów rzeczywistych i fantastycznych barw. Tutaj także artysta zerwał ze swą zasadą ukazywania natury jaką jest. Modelkami są kobiety nieprzeciętnej urody. Nie były to zresztą tylko akty. Z czasem się to zmieni.

„Czerwona wstążka”, 1896
„Akt leżący”, 1897
„Włoszka (akt)”, 1901
„Akt”, 1902
„Malarz i modelka”, 1911
„Wenus”, 1916
„Paryżanka”, 1900

Jak niegdyś Wyspiański po powrocie do Krakowa namalował „Chochoły”, tak Weiss stworzył „Pensjonarki na Plantach”. Cóż to za przygnębiający obraz: oto w tle stoją w rządku panny stylizowane na krakowskie matrony, opatulone na czaro od stóp do głów, a na pierwszym planie rozpościera się koślawy pień otoczony rachitycznym płotkiem, niczemu nie służącym poza faktem tworzenia jakiegoś fikcyjnego ograniczenia. Sporą część obrazu stanowi pustka, a nieliczne barwy w całej tej zamrożonej, ale jednak ekspresji, są zarysowane oszczędnie, choć wyraźnie.

„Pensjonarki na Plantach”, 1897

Długo jednak Weiss nie każe sobie cierpieć. Z Wyczółkowskim i Tetmajerem wyjeżdża w Tatry. Powstaje tam cała seria obrazów — plam, o szczegółach oszczędnych bądź w ogóle ich braku, gdzie to barwa bierze na siebie całą rolę narratora. Wydawać by się mogło, iż każdy z obrazów reprezentuje nieco inną technikę. Widać tam wpływy szkoły paryskiej, niemieckiej ekspresji, a nawet charakterystycznej kreski Wyspiańskiego.

„Czarny Staw Gąsienicowy od strony Potoku Suchej Wody”, 1898
„Czarny Staw Gąsienicowy”, 1898
„Grań Małego Kościelca od strony Czarnego Stawu Gąsienicowego”, 1898
„Tatry z zachodzącym słońcem”, 1898
„Tęcza nad Tatrami”, 1898
„Widok na Giewont”, 1899
„Z Podhala”, 1898

Wróćmy jeszcze do fascynacji twórczością Przybyszewskiego. Powstała seria obrazów, z których najbardziej znane jest „Opętanie”. To dzieło niezwykle ekspresyjne, przedstawiające masę wręcz nieczytelnych, mitycznych bachantek. Postać przewodząca tłumowi trzyma skrwawioną głowę pisarza.

„Opętanie”, 1899-1900
„Pogrzeb”, 1904 (?)

Weiss miał także wykształcenie muzyczne i w obrazie „Strachy” nawiązywał do analiz harmonicznych. Kompozycja jest dynamiczna, postaci złożone z elementów spotykanych na polach strachów na wróble, żyją i straszą naprawdę, korespondując z prozą końca czasów Przybyszewskiego, które w istocie nadeszły wraz z wybuchem I wojny światowej, później kryzysu międzywojnia, II wojny i czasów socjalizmu.

„Strachy”, 1905

1902 — Europa pod Krakowem

Mówi się, że największym dziełem artysty jest „Promienny zachód słońca”. Z pewnością jest przełomowy, ponieważ w barwną ekspresję mistrz osadził kontur. A jego twórcą jest słońce, tak mocne, że aż symbolicznie, niczym sztylet, przebija ziemię promieniem. Wszystkie inne linie obrazu wiją się, nawet te na niebie. Ten postimpresjonizm nie rodził się na ulicach Paryża, a w podkarpackim Strzyżowie, o czym warto pamiętać.

„Promienny zachód słońca”, 1902

Artysta nadal korzystał z różnych narzędzi, poruszając się w różnych estetykach, lecz można było w tym odnaleźć już konkretny charakter twórcy. Oto ekspresyjne „Maki”. Postaci o ograniczonej czytelności zdają się należeć do części łąki. Ich postawy upodobniły się do tytułowych maków, są nienaturalnie wręcz poskręcane i zastygłe.

„Maki”, 1902-1903

„Altana” to znowu przede wszystkim ciekawa paleta światła wieczoru. Pozorny chaos roślin dzięki kolorom tworzy zgrabną kompozycję. Tym razem częścią ogrodu zdaje się być kot, którego widzimy tu fragmentarycznie.

„Altana”, 1903

Jakby w opozycji pojawiają się też obrazy o niższym kontraście. Nie jest to jednak już znany wcześniej impresjonizm. Nawet we mgle niepokój wciąż się czai, a barwy za każdym razem tworzą całości odrębne i między sobą niepodobne. Co ciekawe, na obrazach pojawiają się zarówno odległe nam pejzaże południowoeuropejskie, jak i podkrakowskie, a dopóki nie ujrzymy opisu, nie będziemy w stanie zidentyfikować planu.

„Pajęczyna”, ok. 1908
„Plaża w Treport”, 1900
„Wieczór”, ok. 1900
„Zimowy pejzaż tatrzański”, 1912

Demon to kolejne wielkie dzieło, które doczekało się wielu interpretacji: od nawiązań do konkretnych postaci współczesnych autorowi, po odwieczny problem wrażliwości kobiety i cynizmu mężczyzny. Które zresztą także są stereotypowe. Jednak gdy spojrzymy na kompozycję, okaże się, że od pozornie bezsilnej kobiety promieniuje siła odrzucająca demona, tak naprawdę stwarzającego tylko pozory odwagi i dystansu, a gotowego w każdej chwili do ucieczki. Była to zresztą aluzja do ulubionego pisarza, którego cenił za dokonania literackie, ale nie za życie prywatne.

„Demon (W kawiarni)”, 1904

Początek XX wieku — Dojrzałość

Kiedy nastąpił dojrzały okres twórczości artysty? Patrząc na jego dzieła — nie wiadomo. Co jakiś czas pojawiały się kolejne wyjątki i kolejne kierunki stawały się pasją mistrza.

„Pogrzeb w mieście”, 1904

Portrety powstające teraz nieco różnią się od poprzednich. Są mniej wyraziste, spokojniejsze, jakby bardziej zamglone.

„Portret Feliksa Jasieńskiego”, 1903
„Portret matki”, ok. 1904
„Przy świecy — portret żony”, 1912

Po wojnie Weiss zajmuje się edukacją, będąc rektorem ASP. Organizuje plenery, podróżuje i maluje, nadal doskonale, choć z tego okresu obrazy nie są już tak znane. Cieszy się także spokojnym życiem wiejskim, po osiedleniu się w okolicach Kalwarii.

„Żona artysty w ogrodzie”, 1916
„Sad w Kalwarii”, 1917
„Pejzaż z Kalwarii Zebrzydowskiej”, 1936
„Kiki, śpiący piesek”, 1937

W latach trzydziestych możemy dostrzec kolejną zmianę charakteru dzieł. Stają się jak gdyby uwspółcześnione, a portretowane kobiety nie są już wybierane pod względem szczególnej urody. Plaż nie okupują już damy z parasolkami, świat staje się nowoczesny.

„Plaża w Jastrzębiej Górze”, 1937
„W kostiumie kąpielowym”, ok. 1935
„Jachty w Wenecji”, 1928
„Jachty”, 1925
„Pejzaż morski”, 1938

W roku wybuchu drugiej wojny światowej artysta miał już 64 lata. Przyjrzyjmy się jednemu z niewielu wtedy powstałych obrazów, innych niż wszystko co powstało do tej pory. W roku 40 nadzieja na rychły koniec okupacji upadła. Kraków, wcześniej malowany jaskrawymi barwami, jest teraz skuty lodem, a silne słońce nie daje rady go stopić. Bohaterami nie są już ludzie, lecz stado czarnych ptaków.

„Poranne słońce nad Barbakanem”, 1940

Ale i to nie była ostatnia epoka, której artysta zaznał. Szczęśliwie przeżywając wojnę znalazł się w rzeczywistości zupełnie innej, obcej temu, w czym żył i co tworzył. Namalował trzy obrazy, pozornie sprzedając swe idee nowym czasom. Jednak gdy przyjrzymy się „Manifestowi”, ujrzymy twarze niczym maski. Mistrz charakteru raz jeszcze użył swojego talentu, tworząc plastelinowe postaci. Silne, boczne światło zachodzącego słońca to zachodzące światło życia artysty, któremu zostało ostatnich pięć lat, ale też zachodzące światło subtelności i wrażliwości, która musiała odejść aż na lat 11.

„Manifest”, 1950

Oto jeszcze jeden obraz pod niezwykłym tytułem „Patrz! Wspaniała manifestacja pokojowa.” Obraz o manifestacji nie pokazuje jej wcale, a twarze dwojga bohaterów są ukryte. Tylko ich postawy mówią nam co nieco o zaintrygowaniu, ale i niepokoju. Czerwona wstążka w centrum chce wpełznąć do mieszkania niczym wąż. Tytuł zdaje się być rozkazem, nie pozostawiającym pola interpretacji. Masz patrzyć na manifestację, która jest wspaniała i oczywiście pokojowa. Co ciekawe, obraz został oficjalnie uznany i nagrodzony.

„Patrz! Wspaniała manifestacja pokojowa”, 1950

Od śmierci artysty minęło 70 lat i już drugie pokolenie próbuje zorganizować muzeum poświęcone tej wielkiej postaci. Niestety, zachwycamy się van Goghiem, Cezannem czy Munchem, nie zdając sobie sprawy, że mieliśmy tych wszystkich artystów tu na miejscu w postaci Wojciecha Weissa, który wciąż czeka na swe miejsce, rozproszony w świecie.

„Autoportret w pracowni”, 1925

Patrz oczyma mistrza

„Autoportret z jabłkiem” i fotografia? A dlaczego nie? Tylko trzeba naszą kamerę nieco zepsuć. Na przykład osadzając na niej filtr zabezpieczający, z naniesioną warstwą gliceryny albo oleju. Niech aparat zaczerpnie nieco z malarstwa.

W „Makach” znajdziemy mnóstwo kolorowych, drobnych plam. Spróbujmy je odnaleźć w świecie realnym. A jest to możliwe nie tylko jesienią. To zdjęcie wymalowało niskie słońce podczas kwitnienia drzew. Zjawisko jest niezwykłe i ulotne.

Przyjrzyjmy się jeszcze ekspresyjnemu, dynamicznemu krajobrazowi podkalwarysjkiemu. Ale nie próbujmy go tym razem naśladować, lecz spójrzmy na świat w ten właśnie sposób, niespokojny, wręcz drażniący oczy bielami świateł i czernią cieni. I wiatru szukajmy, tak w fotografii niedocenionego.