Inteligentny dom — kamera

1 XI 2021

Oto gadżet kontrowersyjny, bo dyskusji o inwigilacji wszystkich przez wszystkich jest obecnie wiele. Lecz w tej serii uciekam od oceny i celowości używania takich urządzeń, skupiając się tylko na tym jak są zbudowane i jak działają.

Tym razem nie wymyślę też żadnego scenariusza działań, gdyż każdy ma ich w głowie wystarczająco dużo. Z pewnością kamera jest jednym z najbardziej zaawansowanych urządzeń inteligentnego domu. Dość, że spełnia funkcje po prostu kamery, potrafi pakować obraz bardzo zaawansowanymi kodekami i wysyłać go w świat, równocześnie zapisując go lokalnie na karcie pamięci. Do tego jest wyposażona w dwa silniki obracające głowicę dookoła i w pionie oraz może służyć do rozmów z ludźmi przebywającymi w jej sąsiedztwie, ponieważ posiada mikrofon i głośnik.

Jakość obrazu także nie przypomina już kasetowych rejestratorów z ubiegłego wieku. Coraz więcej takich kamer zapisuje obraz 4k z dynamiką kilka lat temu dostępną w topowych aparatach fotograficznych.

432 megaherce, żeby tylko podglądać.

W zasadzie kamera zbudowana jest poprawnie, z jednym wyjątkiem. Można byłoby wybaczyć ten lekki chaos kabelkowy, gdyby nie fakt, że elementy przesuwają się względem siebie. O ile sporadyczne obracanie kamery niczym nie grozi, włączenie trybu śledzenia sprawi, że po jakimś czasie tak poplątane przewody przetrą się.

W urządzeniach profesjonalnych używa się taśm albo specjalnie ułożonych kabli odpornych na wielokrotne zginania. Wszystkie przewody zaopatrzone są we wtyki i można je łatwo rozłączyć. To bardzo ładnie, ponieważ taka kamera jest łatwa w serwisowaniu. Są też śrubki, zupełnie jak w urządzeniach niedzisiejszych. Kamera składa się z dwóch płytek, nie licząc modułu łączności osadzonego na własnej płytce. Spójrzmy na elementy.

Jak zwykle zacznę od procesora. To specjalizowany układ o nazwie GK7102C, łączący kilka elementów: mikroprocesor właściwy standardu ARM z zegarem 432 MHz oraz układ analizy obrazu.

Współpracuje on z przetwornikami o rozdzielczości pionowej do 960 pikseli, a więc nieco mniej niż pełne HD. Nie jest to zatem rozwiązanie najnowsze, lecz do celów w jakim powstała kamera nadaje się w pełni, a przy tym jest tańsze. Potrafi sprzętowo wprowadzać zaawansowane korekty i kompresować obraz kodekiem H264, a także zrzucać obrazy do formatu jpg. Układ zawiera też elementy związane z obsługą mikrofonu, głośnika, obróbki dźwięku i jego kompresji, a także szereg magistral i portów, które sterują silnikami, diodami oświetlającymi, klawiaturą, kartą pamięci i pamięcią zewnętrzną flash.

A ta, o pojemności 8 MB, nosi symbol QH64AHIG i wygląda niepozornie. Zapisany jest w niej firmware oraz ustawienia użytkownika.

Nie mogło oczywiście zabraknąć interfejsu wi-fi. Jest to niezależny moduł na własnej płytce, zawierający układ firmy RealTek, od lat znanej z rozwiązań sieciowych.

Za to układ ULN2803 liczy sobie kilkadziesiąt lat i wciąż się go używa. To osiem wzmacniaczy, zamieniających słabe sygnały z procesora na prądy mogące poruszać dwoma silnikami.

Z drugiej strony znajduje się mniejsza płytka, zawierająca właściwie tylko diody świecące w podczerwieni. Gdy kamera pracuje w tym paśmie, usuwa się filtr korekcyjny, blokujący również podczerwień, a obraz rejestrowany jest bez koloru. Dzięki temu jednak nie jest potrzebne jakiekolwiek dodatkowe oświetlenie. Rejestracja obrazu kolorowego byłaby bezcelowa, ponieważ w tym paśmie wszystko przyjmuje pomarańczowy odcień.
Filtr znajduje się w module obiektywu, a widocznym na zdjęciu przewodem płynie prąd sterujący elektromagnesem, który go przesuwa.
Obiektyw można odkręcić. Widać tutaj zablokowany gwint ostrzenia. Obiektyw jest ustawiany indywidualnie, po montażu całości i blokowany. W razie potrzeby można wyskubać tę substancję i ustawić ostrość na nowo.
A to już płyta główna ze zdjętym obiektywem. Z rzeczy ciekawych znajdziemy tutaj matrycę. Niestety nic o niej się nie dowiemy, poza tym, że ma rozmiar ⅓ cala i pracuje pełnopasmowo.
Zajrzyjmy jeszcze do obudowy. W podstawie znajdziemy silnik krokowy zintegrowany z reduktorem, mogący precyzyjnie obracać kamerę. Tutaj także znajduje się przepust do anteny wi-fi i przewód zasilania z gniazda USB. Widać, że to gniazdo dostarcza tyko napięcie i nie przenosi danych.
W górnej części znajdziemy bliźniaczy silnik z reduktorem, przechylający głowicę. W tle widać głośnik.

Bajtów trzeba mi!

Ten element układanki sprytnego domu różni się od innych pod jednym względem. Ani żarówka, ani gniazdko, ani termostat nie potrzebują znaczących zasobów transferu. Właściwie to ich wpływ na bilans zużytych bajtów jest pomijalny. Zupełnie inaczej wygląda sprawa z kamerą. Z założenia ma ona transmitować obraz bez przerwy i zapisywać go na serwerach producenta. Oczywiście nie za darmo. Na szczęście jest tutaj furtka dla Krakusów: można zrezygnować z wykupywania transferu i zapisywać dane na karcie umieszczonej wewnątrz kamery. Taka zabawa nic nie kosztuje, lecz w razie nieprzygodny, wraz z kamerą znikną także zapisane nagrania.

Zapis lokalny ogranicza także transfer do momentów zdalnego oglądania obrazu na smartfonie. Jest to istotne tam, gdzie korzysta się z limitowanego transferu. Z tego też powodu kamera taka wymaga stałego zasilania i nie ma tu miejsca na baterie. W razie wyłączeń energii kamera nie będzie działać, ale po ponownym zasileniu wraca do pracy zgodnej z ustaleniami harmonogramu. Na rynku znajdziemy także kamery z akumulatorem zapewniającym kilka godzin pracy. Zapis z takiej kamery — jeśli jest kierowany do chmury — nie jest możliwy do usunięcia przez zniszczenie samego urządzenia czy odcięcie zasilania.

Do tej pory używaliśmy aplikacji Tuya. Czas na coś innego. Tutaj jak zwykle wspomnę, że apek jest wiele i niektóre kamery pozwalają na wybór. Ta współpracuje z programem o nazwie YCC365. Zatem, jak to zwykle bywa na początku, najpierw należy stworzyć sobie konto. Będzie potrzebny mail, który posłuży jedynie do jego aktywacji, więc można go będzie potem skasować. Trzeba też od razu wymyślić sobie hasło, przy czym należy pamiętać, że jeśli będzie zbyt proste, możne nas podglądać ktoś, kto je odgadnie.

Podczas rejestracji, po kliknięciu w Next będziemy mieć 90 sekund na kliknięcie w link przesłany na pocztę. Gdy to zrobimy, będziemy mogli już wejść w program.

Czas podłączyć kamerę. Trzeba kliknąć w znak plusa, a następnie wybrać pierwszą pozycję na górze. Kamerę można połączyć na trzy sposoby, polecam najprostszy — pierwszy.

Program poprosi nas o zresetowanie kamery i zaczekanie, aż z wewnątrz zabrzmi komunikat o gotowości do sczytania kodu QR. W międzyczasie należy wpisać nazwę sieci, w której kamera będzie pracować i hasło do tej sieci.

Kamera paruje się bardzo ciekawie. Otóż na ekranie smartfona wyświetli się kod QR. Ekran należy przysunąć do kamery na odległość mniej więcej 20 cm i zaczekać aż kamera zapika i zacznie recytować komunikaty, przy czym ostatni oznajmi udane sparowanie.

Na początku będziemy oglądać czyjeś łózko, ale spokojnie — to jest tylko obrazek demo. Żeby zobaczyć prawdziwy obraz z kamery, należy w ów obrazek kliknąć.

Używamy.

Po chwili serwer połączy się z kamerą i ujrzymy obraz. Trzeba wiedzieć, że cały strumień z kamery musi najpierw popłynąć na drugi koniec świata i dopiero stamtąd wraca do smartfona. Taka jest cena pracy urządzenia. Można je zhackować, eliminując pośrednika, ale to temat na inną historię.

Pokrótce: w programie możemy aktywować zapis dźwięku, robić zdjęcia, które zostaną zapisane w pamięci smartfona oraz nagrywać filmy, także w pamięci smartfona.

Gdy klikniemy w kółko, wyskoczy dodatkowy zestaw ikon. Będziemy teraz mogli przestawiać głowicę kamery w czterech kierunkach. Po wybraniu konkretnego ustawienia możemy je zapisać, by potem móc szybko przywoływać. Tutaj możemy także wyłączyć kamerę, zresetować jej położenie, udostępnić obraz komuś jeszcze oraz zarządzać powiadomieniami. A te mogą przychodzić na telefon, gdy aplikacja pracuje w tle. Powodem może być wykrycie ruchu albo dźwięku.

Ikony na ekranie aktywują zapisy w chmurze albo na karcie. Ostatnią opcję trzeba najpierw włączyć. Klikając w ikonę nakrętki można między innymi zmienić nazwę kamery na bardziej przyjazną. Można też zmienić różne rzeczy związane z czasem i datą, aktywacją oświetlacza i wiele pomniejszych.

Po wejściu w menu karty pamięci można ją aktywować dla alarmów albo zapisu ciągłego. Mamy tam jeszcze ikony związane z zarządzaniem danymi w chmurze i tworzeniem zdarzeń po wykryciu alarmów. Nie ma sensu omawiać wszystkich zakamarków aplikacji. Sporo z nich dotyczy płatności za przechowywanie zapisywanych filmów. Jak mówiłem, użyteczność kamery bez tej opcji nadal jest spora, trzeba tylko pamiętać o aktywowaniu domyślnie wyłączonego trybu zapisu na karcie SD.

Mimo nie najnowszych już elementów — matrycy i procesora, obraz jest całkiem zgrabny. Może nie taki, jak ze smartfonów za kilka tysięcy, jednak taka kamera kosztuje kilkadziesiąt złotych. Biorąc pod uwagę zawartość, trochę nie chce się to mieścić w głowie. I jak w każdym wypadku, przypominam, że nie polecam ani nie odradzam, a jedynie pragnę przedstawić urządzenie jakim jest. Czy jest ono potrzebne do szczęścia — niech sobie na to pytanie każdy odpowie sam.