Canon AV-1 & FD 2,5⁄135

25 X 2021

Model AV-1 to dojrzały aparat amatorski, który brał z doświadczeń już ośmioletniego systemu bagnetu FD. Powstał w wyniku krytyki lansowania priorytetu czasu modelu AE-1 — dużo mniej użytecznego i występującego u innych producentów opcjonalnie. Z niewiadomych powodów bowiem wcześniejsza linia aparatów amatorskich bazowała właśnie na takiej idei.

W 1979 roku zatem ukazał się aparat bardzo użyteczny, choć ograniczony w zasadzie do niezbędnego minimum. Ręcznego trybu nie było w nim w ogóle, chociaż konkretne wartości czasów i przysłon można było uzyskać w ograniczonym zakresie i w sposób niewygodny. Lecz aparat miał być możliwie prostym w obsłudze narzędziem dla sympatyków fotografii, korzystającym już z bogatego asortymentu obiektywów.

AV-1 jest lustrzanką z trybem automatycznym i priorytetem przysłony. Na pokładzie znajduje się jeszcze samowyzwalacz, tryb B, prosty korektor dla scen pod światło i to wszystko. Wygląd zatem nieco myli, sugerując iż jest to urządzenie zaawansowane, ale taki był cel marketingowy — dać poczucie obcowania z techniką wysokiej klasy i jednocześnie nie zniechęcać nadmiarem nastaw, które amatorom zwykle bardziej przeszkadzały niż pomagały. Czasy wymyślania funkcji nie mających ani sensu, ani nie będącymi jakkolwiek użytecznymi, miały dopiero nadejść.

Marka jednak zobowiązywała i aparat, mimo uproszczeń, jest narzędziem precyzyjnym, pozwalającym osiągnąć rezultaty równie dobre jak kamery topowe. Aparat robił swoje, a już jakość obrazu zależała od obiektywu. Tych na rynku można było znaleźć kilkadziesiąt. Warto odnotować, że wraz z wypuszczeniem tego modelu zreformowano budowę bagnetu, lecz na tyle sprytnie, by zachować stuprocentową kompatybilność. Dotąd obiektywy mocowało się kontrującym pierścieniem. Wymagało to użycia obu rąk i trwało nieco dłużej. Nowe obiektywy obracało się, zakleszczając je, co było szybsze i nowoczesne. Jednak starszy system był odporny na powstawanie luzów, ale dotyczyło to tylko użytkowników traktujących sprzęt zawodowo.

AV-1 był podstawową lustrzanką Canona przez kilka lat, został wyprodukowany w milionach egzemplarzy i zastąpiła go zupełnie już nieklasyczna seria T

Testowany obiektyw należy do narzędzi wyższej klasy, z początku produkcji optyki z bagnetem FD. Dlatego mocowany jest jeszcze z pomocą pierścienia klinującego. Składa się z sześciu soczewek i jest nieco ciężki, choć jego światło to usprawiedliwia. Obiektyw posiada użyteczną, chowaną osłonę przeciwsłoneczną. Przysłona składa się ośmiu listków, które tworzą nieco zaokrąglony ośmiokąt.

Obiektyw, mimo widocznych skutków mocnej eksploatacji, wygląda wciąż dobrze i tak też pracuje. Obudowa w całości wykonana jest z metalu, a szeroki, precyzyjny pierścień ostrzenia pokryty jest twardą gumą, nie noszącą znamion starzenia. Nie ma tu też mowy o zaschniętych smarach, choć wiek obiektywu zbliża się do 50 lat.

Poniższe zdjęcia zostały wykonane na negatywach Fomapan 200 i wywołane w jednoprocentowym Fomadonie R09 w ciągu godziny. Kadry pochodzą z okolic Mszany Dolnej, Rabki Zaryte oraz Lubonia Wielkiego.

Jasne sto trzydziestki piątki kocha się za plastykę. Ta jest doskonała i daje namiastkę pracy z większym formatem. Nawet otwarty obiektyw pracuje w centrum dobrze, choć warto unikać w rogach kontaktu z płaszczyzną ostrzenia.
Z drugiej strony, gdy zechcemy mieć ostrość wielu planów, przysłona F⁄8 może być zbyt duża nawet w takim kadrze, gdzie pierwszy plan znajduje się wiele metrów od aparatu.
Przysłona F⁄5,6 daje pełną jakość dowolnego miejsca w kadrze. W tego typu optyce warto bardzo dokładnie wybierać punkty ostrzenia. O ile na miejscu trafienie w kępę trawy między szynami wydawało się słuszne, na zdjęciu widać, iż lepiej byłoby wybrać plan odrobinę bliższy.
Natomiast przy wybieraniu detali, jeśli tylko ostrość będzie złapana zgodnie ze sztuką, separacja jest doskonała nawet przy niewielkim domknięciu obiektywu.
Obiektyw w pełni otwarty pozwala wręcz malować kadry. Jeśli wsuniemy przy tym osłonę przeciwsłoneczną, otrzymamy charakterystyczną mgłę świateł, która bywając zwykle wadą, w przypadku kompozycji jak ta, staje się zaletą.
I znowu przysłona F⁄8, która obejmuje wiele planów, choć ostatnie lekko już wychodzą z płaszczyzny ostrzenia. Raz jeszcze powtórzę: by mieć pełną ostrość każdego fragmentu zdjęcia, nieraz będzie trzeba użyć przysłony F⁄16
Mimo zalet pamiętać należy, że konstrukcyjnie obiektyw ten należy do opracowań lat sześćdziesiątych. Nie jest do końca neutralny, ale to bardzo dobrze, gdyż sposób jego pracy pasuje do takich ujęć.
Podobny kadr do tego, który pokazywałem wcześniej, lecz tym razem płaszczyzna ostrzenia przebiega dokładnie tam, gdzie powinna.
I raz jeszcze kadr z serii malarskich, tym razem obiektywem lekko przymkniętym.

Canon AV-1 to tani przedstawiciel serii dawno już wymarłej, lecz cennej ze względu na świetną optykę, która w świecie cyfrowym otrzymała nowe życie. Jeśli tylko będziemy mieli okazję posiąść któreś z kilkudziesięciu świetnych obiektywów z bagnetem FD, z pewnością aparat ten pozwoli wyciągnąć z tej optyki pełen potencjał. Dobrze na samym początku skonfrontować wskazania światłomierza ze sprzętem współczesnym, ponieważ może on mieć już pewien dryf względem rzeczywistości. Ewentualną korektę można łatwo wprowadzić za pomocą koła nastaw czułości filmu.