Canon EOS 300 & Canon EF 28-90 1:4-5,6 USM

8 XI 2021

EOS 300 to przedstawiciel ostatniej, niewielkiej grupy klasycznych aparatów amatorskich. Później nastały już czasy cyfrowe i lustrzanki na film pewnego dnia przestały być produkowane. Wybitnie niedoceniony to aparat. Przede wszystkim za sprawą bagnetu z tworzywa sztucznego jak i wyglądu, charakterystycznego dla urządzeń z przełomu wieków. O ile taka estetyka jest jaka jest, bagnet wcale nie wpływa na precyzję pracy, a w każdym razie daleko mniej niż zakładana tolerancja budowy obiektywów czy optycznego toru aparatu.

Wewnątrz lustrzanki siedzi dobrej klasy siedmiopunktowy autofocus przeniesiony wprost z modeli wyższych. Nie jest to poziom urządzeń do pracy z szybkimi akcjami sportowymi, lecz amatorom wystarczy z zapasem. Pomiar światła także jest rozbudowany i analizuje 35 stref. Tutaj tak cenione lustrzanki 20-30 lat starsze zdecydowanie przegrywają.

Aparat oferuje wszystkie możliwe tryby pracy oraz serię ustawień przeznaczoną dla konkretnych scen, niewartych wspominania. Wszelkie istotne informacje pojawiają się w wizjerze oraz na wyświetlaczu, na górze aparatu. Zatem mamy tutaj narzędzie wyposażone we wszystko co potrzeba, tyle tylko, że o niskim prestiżu, co w praktyce często stanowi barierę nie do przeskoczenia.

Jedyną wadą, choć nieistotną, jest brak wsparcia ostrzenia ręcznego w postaci klina czy rastra. Matówka zapewnia jednak wystarczającą precyzję, by nie odczuwać tego ograniczenia. A jest to o tyle istotne, że konstrukcja bagnetu umożliwia współpracę z większością innych mocowań, z M42 na czele, przy czym działa pomiar światła i automatyka priorytetu przysłony.

Tym razem nie wybrałem żadnego obiektywu wyższej klasy, lecz użyłem amatorskiego zooma, zestawianego często fabrycznie z tymi lustrzankami. Nie oferuje on wyszukanych parametrów i przez ambitnych amatorów nie jest traktowany poważnie. Jednak poza ograniczeniami związanymi ze światłem pracuje poprawnie i precyzyjnie, zaspokajając w pełni typową fotografię wakacyjną.

W dotyku sprawia wrażenie narzędzia taniego, lecz optycznie różni się bardzo na korzyść względem podobnych obiektywów dekadę starszych. Składa się na niego dziesięć soczewek, a przysłonę stanowi nieco nieforemny pięciokąt. Jest bardzo lekki, więc wraz z aparatem stanowi mały i zgrabny zestaw. No i co może być istotne, pracuje bezgłośnie i dość szybko.

Poniższe zdjęcia zostały wykonane na negatywach Fomapan 200 i wywołane w jednoprocentowym Fomadonie R09 w ciągu godziny. Kadry pochodzą z greckiej wyspy Korfu.

Kolorowa wyspa na filmie czarno-białym stanowi wyzwanie. Ale krótko, bo — o czym zwykle się nie myśli — takie miejsca mają także fantastyczne kształty, dające o sobie znać dopiero po odrzuceniu koloru.
Z lazurowego morza nic nie zostało, więc zamiast barwy trzeba szukać formy. A ta przyjdzie sama, jeśli tylko zaczekamy na mały sztorm.
Ale by tę formę mieć, należy odwiedzić wyspę po sezonie. Dostaniemy wiele atutów normalnie nieobecnych. Pierwszym z nich będzie pustka, której próżno szukać na typowych wakacyjnych zdjęciach.
Drugi prezent to deszcz, a raczej odbicia w mokrych powierzchniach, które pomagają bardzo w uzyskaniu wyraźnych form na pozbawionych koloru kadrach.
Oczywiście takie miejsca nie pustoszeją zupełnie, lecz teraz ilość sylwetek można sobie dawkować bez obaw, że nagle pojawi się w kadrze ktoś, niekoniecznie w miejscu, w którym będziemy chcieli go widzieć.
Nie ma koloru ani słońca, dwóch rzekomo niezbędnych elementów. Dzięki temu kontrast łagodnieje i co zwykle kryje się w mrokach, teraz żyje skomplikowaną fakturą.
Zresztą z braku słońca można zrobić użytek, wykorzystując mroczne chmury. Dzięki temu otrzymamy zdjęcie ciekawe w całości, a nie tylko w dolnej części.
Obiektyw nie zachwyca światłem, dając na długim końcu wartość jedynie F⁄5,6. Wystarczy jednak do uzyskania przyjemnej głębi ostrości i równocześnie zapewni na styk ekspozycję, o ile tylko złapiemy nieco słońca wpadającego przez okno.
W przypadku takich ujęć faktycznie nieco słońca ożywiłoby stonowany kadr. Nie jest to jednak scena niepoprawna, a tylko przygaszona.
Na to jest sposób: wystarczy znaleźć kontrastowy obiekt, który zapewni scenie dynamikę na tyle dużą, że dodatkowe promienie słońca tylko przeszkadzałyby.
A jak sobie radzić z zachodami słońca, gdy brakuje tych wszystkich różów i błękitów? Tego nie przywrócimy, ale kadr nie jest przegrany, jeśli postanowimy go ukazać na przykład mrocznie.
Mocowanie EF dopiero obecnie jest wycofywane z rynku, więc obiektyw znakomicie współpracuje z cyfrowymi lustrzankami.
W zasadzie zaskoczył pozytywnie, bo ani aberracja chromatyczna nie jest specjalnie dokuczliwa, ani też w rogach pełnej klatki nie ma mocnego spadku ostrości.
A ta jest wręcz znakomita. Brakuje tylko światła, więc w przypadku budowania zestawu należy zaopatrzyć się jeszcze w stałoogniskowy obiektyw ze światłem choćby F⁄2, co także nie będzie kosztowne, ponieważ obiektywów o takim świetle, o ogniskowej 50 mm, jest mnóstwo.

Canona 300 polecam każdemu na początek zabawy w fotografię z duszą. Ma znakomite parametry i z racji wieku oraz zwykle śladowym przebiegom, będzie jeszcze działać długo. A ponieważ wygląda nieszczególnie i posiada wszędzie te tak nielubiane tworzywa, jest śmiesznie tani. Sam kupiłem ich kilka i tam, gdzie ważna jest precyzja i przewidywalność, zastępuje nawet najbardziej zaawansowane aparaty dekady starsze.

Opisany obiektyw to nic ambitnego, lecz sprawne narzędzie do zadań, gdzie potrzeba narzędzia o takiej jasności i ogniskowych. Gdyby kosztował tyle, co w dniu premiery, można by się zastanowić. Lecz dziś można go mieć w cenie radzieckiego Heliosa, a to już jest alternatywa warta rozważenia.