Olympus mju-II

6 IX 2021

Ze wszystkich kompaktów z przełomu wieków to właśnie mju II zyskał status kultowego, ze względu na to, że któryś musiał, a ten się do tego nadawał dobrze. Z pewnością przemawiał za tym wymiar i wygląd, zwłaszcza wersji srebrnej, zwanej szampańską. Ale także jakość optyki, która w grupie kompaktów sprawuje się wyśmienicie. Należy jednak mieć na uwadze, że jest to aparat automatyczny, zaprojektowany do tworzenia typowych zdjęć pamiątkowych i nie ma co tu oczekiwać zaawansowanych możliwości.

Wbrew opiniom, jest dość delikatny i niestety łatwo się rysuje. Pod tym względem lepiej radziła sobie wersja pierwsza aparatu, większa i z nieco ciemniejszym obiektywem. Nie jest też zbyt szybki, a to za sprawą autofocusa oraz lampy, włączającej się zawsze po uruchomieniu aparatu. Mimo atutu, jakim jest optyka, brakuje możliwości wpływania na przysłonę, co ogranicza twórcze podejście do głębi ostrości.

Aparat rozpoznaje czułości od 100 do 3200 iso i jest wyposażony w wyświetlacz LCD, na którym możemy zobaczyć licznik zdjęć, stan lampy, baterii oraz samowyzwalacza. Aparat jest „pogodoodporny”, czyli dopuszczony do pracy w deszczu i na śniegu. Nie ma tu żadnego zabezpieczenia obiektywu, więc w takich warunkach będzie trzeba za każdym razem wycierać jego powierzchnię. Na spodzie można znaleźć gwint, tutaj przydatny szczególnie ze względu na długi czas maksymalny, sięgający 4 sekund. Zatem jest to jeden z nielicznych kompaktów w pełni nadający się do robienia zdjęć nocnych.

To obiektyw, obok rozmiaru, stanowi o atrakcyjności tego aparatu. Ogniskowa 35 mm jest typową wartością dla fotografów sympatyzujących w fotografii pamiątkowej, natomiast jasność obiektywu osiąga wartość rzadko spotykaną w tego typu kompaktach. Daje to dwie korzyści: możliwość fotografowania z ręki w niepogodę czy w pomieszczeniach oraz wysoką ostrość zdjęć przysłoniętych.

Obiektyw składa się z czterech soczewek i jest wspomagany sprawnym, wielostrefowym autofocusem, który potrafi złapać plany już w odległości 35 cm. Soczewki są pokryte dobrej klasy powłokami, a najlepiej będzie je zobaczyć w działaniu na zdjęciach.

Poniższe zdjęcia zostały wykonane na negatywach Fomapan 100 i wywołane w Fomadonie Excelu W27. Kadry pochodzą z Orawy, z okolic Danielków i Podszkła.

I jak zwykle, na początek najlepsze technicznie zdjęcie z prezentowanych. Nie będzie tajemnicą, że w mocnym świetle automatyka przysłoni obiektyw i rysowanie będzie bardzo przyzwoite.
35 mm, jak już kiedyś wspominałem, to ogniskowa trudna. W przypadku kadrów ogólnych wymaga co najmniej ciekawego nieba, a jeszcze lepiej — elementu na planie bliskim, bez którego zdjęcie wydaje się być niepełne.
Oprócz ostrości siłą tego obiektywu jest duża odporność na światło. Nie ma problemu z kadrami łapanymi pod słońce nawet w samo południe.
Test światła jeszcze trudniejszy, przy otwartej przysłonie. Pod względem kontrastu jest znakomicie, choć w rogach rozmywanie daje się już we znaki.
Zakres czasów do 4 sekund praktycznie w ogóle nie ogranicza, choć w takich warunkach bez podparcia ciężko będzie już zrobić nieporuszone zdjęcie.
Kolejna fotografia z olbrzymimi kontrastami. Obiektyw daje radę, aczkolwiek dyfuzja świateł na drzewach w tle jest już wyraźnie widoczna.
W przypadku oświetlenia o przeciętnym kontraście z wcześniej widocznym zjawiskiem nie będziemy się spotykać.
Aparat słusznie ma opinię sprzętu dla wędrowców. Daje radę z mieszanym światłem i serwuje program uniwersalny, o wyrównanej ostrości we wszystkich planach.
Niestety brak możliwości wymuszenia małej przysłony powoduje, że separacja planów zwykle będzie praktycznie śladowa. Jest to najpoważniejszy brak tego aparatu.
Jest na to sposób: fotografowanie w warunkach kiepskiego światła albo jak tu, wybór obiektów zacienionych.
Z blikami w wodzie także nie ma problemu i tutaj optyka bije sporo wiekowych obiektywów systemowych.
I na koniec ograniczenie, o którym należy pamiętać. Zakres autofocusa jest spory — ostrzy już od 35 cm, lecz nie jesteśmy w stanie wybrać precyzyjnie jego punktu, dlatego wszelkie zdjęcia makro będą mieć nie do końca określony plan ostrzenia.

Olympus mju ma swoje zalety. Jest przede wszystkim maleńki i ma bardzo przyzwoitą optykę. Zatem w swojej grupie należy do urządzeń wysokiej klasy. Lecz jeśli weźmiemy pod uwagę inne typy aparatów, jak wybrane dalmierze czy lustrzanki, pojawią się olbrzymie ograniczenia: brak ręcznych regulacji, dokładnego określania punktu autofocusa i spore opóźnienia, które wprowadza, dyskwalifikujące ten aparat do street photo.

Nie są to wady, tylko ograniczenia tego typu aparatów. I można byłoby z tym żyć, gdyby nie nakręcająca się moda na ten model, za którą podąża legenda o jakości zdjęć. Podobnych urządzeń znajdziemy sporo, a dowolna sprawna lustrzanka z dobrym obiektywem potrafi więcej za cenę dużo niższą.