Pentax Zoom 60-X

20 XII 2021

Niepozorny i nieco wielgachny — jak na aparat kompaktowy — jest to model, zwłaszcza jeśli weźmie się pod uwagę mierną krotność zooma. Bo obiektyw zmienia ogniskową w wąskim zakresie od 38 do 60 milimetrów, co w zasadzie w całości kwalifikuje go do miana standardu. Jednak jest to koncepcja przemyślana, której ideą jest oferować kadry naturalne, bez przerysowań zarówno w zakresie szerokim jak i spłaszczeń teleobiektywu.

Wygląd nie odbiega od kompaktów ostatniej dekady XX wieku, a sam aparat jest jednym z wielu modeli Pentaxa, który wraz z Olympusem wyznawał zasadę: robimy podobnie jak inni, ale lepiej. I jest to prawdą, co widać na zdjęciach, ale o tym za chwilę. Urządzenie pracuje wyłącznie w trybie pełnej automatyki z jednym wyjątkiem: posiada tryb B. Zatem nadaje się także do nocnych zdjęć. Automat serwuje czasy od ¼ do 1⁄250 sekundy, a czułość jest rozpoznawana na podstawie kodu DX w rozszerzonym zakresie: od 50 do 1600 ISO.

Bryła wykonana jest wyjątkowo solidnie i nic tutaj nie trzeszczy. Aparat został wyposażony w sprawnie działający autofocus bazujący na podczerwieni, pracujący od 60 centymetrów. Co ciekawe, nie ma tutaj ograniczeń długości filmu i przy ręcznym jego nawinięciu do oporu, licznik zliczył 45 klatek. Mimo że upłynęło trzydzieści lat od czasu wyprodukowania kamery, pomiar ekspozycji działa prawidłowo i sprawdził się w każdych warunkach: od pełnego słońca, przez deszczowe plenery i wnętrza.

Przyjrzyjmy się temu, co sprawiło, że ta „małpka” wyróżniła się wśród setek innych. Pozornie nieskomplikowany obiektyw, składający się z sześciu soczewek, wykazuje wyjątkową ostrość, kontrast i wyrównane krycie kadru. Z pewnością wpływ ma na to niewielki zakres zooma oraz marna jasność, do tego mocno malejąca ze wzrostem ogniskowej. Przy 38 mm wynosi F⁄4,5, a przy 60 mm — już tylko F⁄6,7. Zatem o plastycznych ujęciach z wyborem planów raczej nie będzie tutaj mowy, choć nie do końca, a to ze względu na przyzwoitą minimalną odległość działania autofocusa równą 60 cm.

Poniższe zdjęcia zostały wykonane na negatywach Fomapan 200 i wywołane w jednoprocentowym Fomadonie R09 w ciągu godziny. Kadry pochodzą z greckiej wyspy Korfu.

Na wstępie podobny gaj oliwny, jaki już pokazywałem z Canona 300. Zarówno ostrosć jak i kontrast osiągają tutaj bardzo wysokie parametry i co najważniejsze, także w rogach zdjęcia.
To bardzo dobry aparat do ujęć pełnych drobnych szczegółów, z którymi większość obiektywów nie radzi sobie. Tutaj praktycznie ograniczać będzie już tylko ziarnistość negatywu.
Skoro mamy już ostość i kontrast, wykorzystajmy to. Ograniczając się do zdjęć czarno-białych musimy szukać gry świateł, a te najlepiej znaleźć zaraz po deszczu.
Brak światła słonecznego nie ograniczy, jeśli będziemy dysponować optyką o tak dobrej transmisji. Każdy kamień, każde ziarnko jest tutaj dokładnie widoczne w dowolnym miejscu kadru.
Czy tak niewielka jasność pozwala separować plany? W ograniczonym zakresie, jeśli tylko pierwszy plan znajdzie się w okolicy minimalnego zakresu autofocusa, czyli sześćdziesięciu centymetrów.
Raz jeszcze ten sam efekt, tym razem dla ogniskowej najkrótszej. Rozmycie nie jest spektakularne, ale widoczne.
A skoro już odwiedzamy miasto żywe, znowu wysoka ostrość i równa praca sprawi, że takie ujęcia zyskają dodatkową wartość w zakresie najdrobniejszych szczegółów.
Unoszenie obiektywu, zwłaszcza przy fotografowaniu architektury, wymaga pewności radzenia sobie z kompozycją. W takich wypadkach zawsze pomagają wszelkie wiszące prania i druty.
Obiektyw praktycznie nie wnosi zniekształceń, więc znakomicie się sprawdzi w architekturze. Przeszkodą będzie jednak mało precyzyjny wizjer, zmuszający do brania rezerwy, której na klasycznym filmie nigdy za dużo.
A skoro jesteśmy nad morzem, precyzja i kontrast przyda się, gdy zaprosimy do kadru mniej spokojne morze, skały i malownicze, burzowe niebo.
Oczywiście morze spokojne także sobie tu poradzi, a ostrość, choć teraz nieco uśpiona, pokazuje pazury na detalalach jachtów.
Nieiele przykładów można znaleźć, w których klasyczny mały obrazek dorównuje współczesnym matrycom cyfrowym. Sierść kota jest niezwykle detaliczna i tym razem z czystym sumieniem mogę powiedzieć: remis.

Automat Pentaxa całkowicie mnie zaskoczył. Przede wszystkim ostrość zdjęć okazała się bardzo wysoka, znacznie wyższa od wielu prezentowanych dotąd systemów z wymienną optyką. Jest to związane oczywiście z silnymi ograniczeniami, głównie w zakresie światła. Aparat będzie trudny w użyciu poza dobrze oświetlonymi planami, ze względu na ryzyko poruszenia. Problem zniknie po użyciu statywu albo choć improwizowanych podpór.

Jak wspomniałem, dostępne tu ogniskowe nie należą do wartości oferujących efektowne czy wręcz efekciarskie wrażenia na kadrach, lecz w rękach dojrzałego fotografa pozwolą ograniczyć się do punktu widzenia zbliżonego do perspektywy oka człowieka. I jak rezygnacja z koloru daje możliwość skupienia się na kształcie, tak tutaj praca z klasycznymi ogniskowymi pozwoli przerzucić kreatywność na wyszukiwanie tematu, bez żonglowania jego proporcjami.