Praktica B100 & Carl Zeiss Jena P (Prakticar) 2,8⁄135 MC

27 IX 2021

Praktica B100 powstała w 1981 roku, w cieniu flagowych modeli pierwszych Praktic z bagnetem. Była przeznaczona dla zamożnego amatora, więc — trochę z mody, trochę z oszczędności — zrezygnowano tutaj z trybu manualnego, pozostawiając tylko tryb priorytetu przysłony. Należy jednak pamiętać, że w fotografii klasycznej nie jest to tak silne ograniczenie jak w cyfrowej, gdzie wszelkie manualne eksperymenty można od razu zweryfikować. Aparat oferuje korektę w zakresie dwóch działek w każdą stronę oraz, gdy potrzeba, głębszą, przez ręczną zmianę deklarowanej czułości filmu.

Mimo narzuconego ograniczenia atrakcyjność aparatu jest wysoka, ponieważ w wizjerze pojawia się informacja o ustawionym przez automatykę czasie. Obserwując wskazania i manipulując pokrętłem korekty otrzymujemy praktycznie pełną kontrolę nad parametrami naświetlania filmu. Dodam, że wartość przysłony także jest widoczna w wizjerze, dzięki sprytnemu systemowi luster.

Aparat, zgodnie z nazwą serii, posiada charakterystyczny bagnet, wyposażony w jedynie trzy styki, co zresztą stało się problemem przy późniejszych próbach współpracy z obiektywami wyposażonymi w autofocus. Mimo stworzenia zamkniętego systemu, niemiecki producent oferował kilkadziesiąt obiektywów i pełne wsparcie dla gwintu M42. Praktica była także ceniona za osprzęt dodatkowy do makro i mikrofotografii, fotografii reprodukcyjnej i wielu innych niszowych zastosowań.

Praktiki z pierwszego okresu produkcji są solidniejsze od późniejszych modeli i wiele z nich działa do dziś. Najważniejsze jednak, co bywa kluczowe w aparatach automatycznych, jest to, że wskazania światłomierza wciąż są precyzyjne, zatem bez obaw można z takim aparatem ruszyć w plener i nie przejmować się wskazówką w wizjerze, o ile tylko nie przekroczy poziomu, poniżej którego należy aparat umieścić na statywie

Generalnie do Praktic oferowane były dwie linie obiektywów: Pentacony i Zeissy. Drugie uchodzą za lepsze i tak jest w rzeczywistości, choć by tego doświadczyć, należy zadbać o materiały, precyzję naświetlenia i wołania. Obiektyw, który tu widzimy, jest jednak małym oszustwem. To konstrukcja linii Pentacona, ale sprzedawana pod marką Zeiss. Oba obiektywy niczym się nie różnią z wyjątkiem napisów na obudowie.

Obiektyw składa się z pięciu soczewek i występował w wersji z bagnetem oraz gwintem. Jak na światło 2,8 obiektyw nie jest szczególnie duży. Posiada wygodny pierścień odległości i dużo mniejszy — przysłon. Sama przysłona składa się niestety tylko z sześciu listków, ale stanowi zaokrąglony, pozbawiony zadziorów kształt. Ciekawie rozwiązano osłonę przeciwsłoneczną, która stanowi naturalne przedłużenie tubusu. Zabezpiecza optykę nie tylko przed blikami, ale także przed kroplami deszczu.

Poniższe zdjęcia zostały wykonane na negatywach Fomapan 200 i wywołane w jednoprocentowym Fomadonie R09 w ciągu godziny. Kadry pochodzą z okolic Doliny Kobylańskiej oraz Będkowskiej na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej.

Choć obiektyw ustępuje nieco ciemniejszemu oryginalnemu Zeissowi, radzi sobie całkiem dobrze, zwłaszcza po lekkim przymknięciu, kiedy to zachowana jest jeszcze plastyka planów, a nie widać już nieostrości na planie ostrzenia.
Od przysłony F⁄5,6 jest bardzo dobrze, zarówno w centrum kadru, jak i w jego rogach.
Otwarty obiektyw cechuje pewna miękkość i wyróżnianie środka kadru, ale częściej bywa to zaletą niż wadą.
Minimalna odległość ostrzenia to 170 cm, lecz przy tej ogniskowej nie będzie to wielkim ograniczeniem. Powstaje wrażenie, że otwarty obiektyw jest korygowany na niewielkie odległości i plany położone blisko wyglądają lepiej.
Tezę tę zdaje się potwierdzać to zdjęcie, w którym pierwszy plan znajduje się już kilka metrów od obiektywu. Może to być jednak także właściwością tego egzemplarza albo złudzeniem, ponieważ efekt jest subtelny.
Przy przysłonie F⁄4 obiektyw pracuje precyzyjnie i jednocześnie wciąż pozwala rozdzielać plany w sposób jednoznaczny.
Zatem światło F⁄2,8 można tutaj traktować gratisowo i używać okazjonalnie, bądź w celu osiągnięcia efektu miękkości rysowania.
Światła, o ile tylko nie trafią w pole widzenia, nie sprawiają optyce problemów. Rozświetleń praktycznie nie ma nawet przy otwartej przysłonie.
I raz jeszcze przysłona F⁄4, przy której wszystko pracuje bardzo dobrze.

Praktica B100 nie stanowi szczególnie atrakcyjnej propozycji ze względu na duży odrzut lustra i już sporą zawodność. Jednak zdobyta okazyjnie będzie źródłem udanych fotografii. Obiektyw także nie zdobywa optycznych wyżyn, lecz od przysłony F⁄4 zapewnia przyzwoitą pracę. Zatem jego pełną jasność należy traktować jako rezerwę na wypadek braku światła oraz źródło miękkich rysunków, charakterystycznych dla epoki. W końcu dziś po klasykę sięga się nie dla jakości, a niedoskonałego rysowania