Praktica LTL 3 & Pentacon 4⁄200

9 VIII 2021

LTL 3 to klasyczny aparat swojej epoki. W pełni mechaniczna lustrzanka z wbudowanym światłomierzem, stanowiącym tak naprawdę osobny byt. Oznacza to, że po pierwsze, światłomierz nie będzie niczym sterował i za przeniesienie jego wskazań odpowiedzialny jest człowiek, a po drugie — bez prądu aparat jest wciąż pełnosprawnym urządzeniem, tyle że pozbawionym światłomierza.

Ponieważ bliźniacza Praktica wystąpiła w poprzedniej opowieści, tym razem spojrzymy na nią inaczej. Czy był to, jak również pozostałe aparaty serii, dobry sprzęt? Trochę tak, a trochę nie. Najlepiej odnieść się tutaj do porównania Niemiec Demokratycznych i Federalnych. Sztucznie podzielony kraj szybko podzielony został także ideologicznie. Na zachodzie główną siłą napędzającą gospodarkę była konkurencja, na wschodzie — odgórne planowanie, mające na celu dobro bliżej nieokreślonego społeczeństwa. Każdy z mieszkańców RFN mógł stać się bajecznie bogaty, jeśli tylko był wystarczająco zdolny i utalentowany biznesowo. W przypadku ludzi zamieszkujących NRD najzdolniejsi dostawali medal, zegarek, aparat, może służbowy samochód dwusuwowy z duroplastu. Nie wchodząc w szczegóły, pierwszym — chciało się, drugim — już nie bardzo.

I tak wygląda Praktica. Zaplanowana jest jako tako, lecz z wykonaniem gorzej. Olbrzymia liczba tych aparatów ma niesprawną migawkę bądź jakieś problemy pojawiające się niecyklicznie. Właściwie większość Praktic na aukcjach miewa jakieś uwagi. Podobnie jest z obydwoma testowanymi tutaj aparatami. Srebrnemu nie powraca lustro wraz z całą mechaniką, a w czarnym lustrzana powierzchnia pryzmatu pentagonalnego skorodowała, mimo zabezpieczenia jej lakierem. Po rozpuszczeniu fragmentu lakieru widać wżery i ubytki. Nie jest to problem związany z nieprawidłowym przechowywaniem aparatu, ponieważ nie widać nigdzie działania wilgoci albo żrących chemikaliów. Naniesienie srebra czy też aluminium zostało przeprowadzone niestarannie i po latach mamy w zasadzie awarię nie do usunięcia.

Problemy mechaniczne biorą się z mnogości elementów, z których niektóre są niedoskonale odlane, wycięte lub zbyt luźno założone. Większość śrub okazuje się być luźna i wymaga dokręcenia. Przede wszystkim jednak jest to aparat wrogi serwisom. Pomijam już niesłychaną złożoność, jak na tak niewiele mający system, problemem dużo większym jest użycie klejów, głównie w okolicach pryzmatu, pomiaru światła, galwanometru czy potencjometrów. Rozłożenie tych podzespołów praktycznie niszczy je.

Cóż, kiedyś był to system znacznie tańszy od japońskiego, choć droższy od radzieckiego. Posiadał sieć serwisową i w zasadzie był dobrą alternatywą dla amatorów fotografii. Dziś jednak trzeba go traktować jak wymierający. Chyba, że ktoś zechce wyspecjalizować się w naprawach mechaniki tego aparatu, rezygnując z przywracania do życia części odpowiedzialnych za pomiar światła z braku elementów zamiennych.

Tym razem obiektyw będzie również tworem Pentacona. To bardzo zgrabny teleobiektyw dwustumilimetrowy o jasności F⁄4. Wobec konkurencji radzieckiej jest to szkło filigranowe i trzeba przyznać, że równie małych dwusetek na rynku wiele nie ma. Jeśli tylko zaoferuje odpowiednią jakość optyczną, będzie wartym polecenia.

Obiektyw jest w pełni manualny i nie wspomaga popychacza przysłony. Zatem przed pomiarem światła należy ją ustawić. A ta jest kontrowersyjna: zawiera aż 15 listków, lecz niestety coś tu nie wyszło i mimo takiej ilości zadziory są widoczne od przysłony F⁄5,6 w górę. Ciekawie rozwiązano osłonę przeciwsłoneczną, która stanowi naturalne przedłużenie tubusu. Zabezpiecza optykę nie tylko przed blikami, ale także przed kroplami deszczu. Waga dorównuje wymiarom, czyli jest umiarkowana i blisko dwa razy niższa od wagi radzieckiego konkurenta, Jupitera 21, który oczywiście za jakiś czas się tu pojawi.

Poniższe zdjęcia zostały wykonane na negatywach Fomapan 100 i wywołane w Fomadonie Excelu W27. Kadry pochodzą z okolic Mszany Dolnej, Olszówki i Rabki.

200 milimetrów funduje nam bilet do fotografii łatwej. O ile tylko znajdziemy motyw, nie będzie żadnych problemów z pozbyciem się wartości dodanych do naszego obrazu, a niepasujących tam.
Bierze się to z tego, iż zawsze pokażemy drobny wycinek świata. Czasem będziemy musieli go wyselekcjonować starannie, czasem — jak tutaj, po prostu pstrykniemy przed siebie, otrzymując nastrojową fotografię, nawiązującą tematem do czasów dawnych.
Skracanie świata to główna cecha teleobiektywów. Jeśli stawiamy na motyw drogi, musimy mieć jej zapas, bo to co wydaje się odległością na wyciągnięcie ręki, może w rzeczywistości ciągnąć się kilometry.
Kolejna cecha to separacja planów. Tylko długie teleobiektywy, nawet nieszczególnie jasne — jak ten — pozwolą rozdzielić od siebie plany stosunkowo odległe. Pozwalają także nie ingerować w środowiska przy jednoczesnym zbliżaniu się do nich.
W przypadku bliskich planów rozdzielenie będzie o wiele mocniejsze, do całkowicie nieczytelnego tła. Trzeba jednak pamiętać, że skromny rozmiar obiektywu spowodował ograniczenie minimalnej odległości do 2,5 metra.
Ciekawe efekty tonalne możemy otrzymać przy pracy pod światło. Z racji wąskiego kąta nie będzie nam nie tylko przeszkadzać, ale wręcz nie będziemy mogli go łatwo zidentyfikować. Pozornie zwyczajna łąka tak oświetlona zyskuje oryginalny rys.
Podobne warunki, lecz tym razem tło nie stanowi niebo, a ciemna ściana lasu. Widać bardzo dobrą ostrość otwartego obiektywu, choć płaszczyzna ostrości jest przy takiej ogniskowej niewielka.
Przysłona F⁄8 wcale nie gwarantuje, jak to przy standardowych ogniskowych, dużej głębi ostrości. Przy dalekich planach teleobiektywy będą napotykać na problem zamglenia. W zasadzie takie zdjęcia powinno się wykonywać rankiem.
Przysłonięcie do F⁄11 daje już wystarczającą głębię, choć nadal nie idealną. Będzie się za to pojawiał inny problem: minimalny czas, przy którym uzysk zdjęć ostrych z ręki będzie zadowalający, to 1/200 sekundy, a to, przy takich przysłonach, otrzymamy jedynie w mocno słonecznych plenerach.
1⁄125 to już czas krytyczny i o ile w tym wymiarze jeszcze tego nie widać, w pełnym powiększeniu ostrość lekko już spada na skutek poruszenia. Bez słońca statyw będzie zatem niezbędny.
I jeszcze kilka ujęć z Canona 5DII. Obiektyw otwarty okazał się oferować świetną jakość w centrum kadru i przyzwoitą w rogach. Jeśli przy tym scena nie jest zbyt kontrastowa, aberracja chromatyczna nie jest dokuczliwa.
Oczywiście tele w takich scenach pięknie je segreguje, dając namiastkę pracy z dużym formatem — jeśli tylko kadr nie pozwoli łatwo zidentyfikować skali.
Z chwilą otrzymania koloru, znacznie powiększa się ilość dostępnych kadrów i ich atrakcyjność. Rysowanie planu w płaszczyźnie ostrości jest bardzo dobre.
Długie tele to narzędzie do stapiania planów. Daje to możliwość tworzenia kadrów nieoczywistych i wszelkich zabaw znalezionymi w naturze grafikami.
Raz jeszcze powiększenie fragmentu zdjęcia, na którym widać perfekcyjną ostrość przy otwartej przysłonie.

Pentacon 200 jest bardzo praktycznym obiektywem. Przy swoich parametrach jest wręcz kompaktowy, a jakość reprezentuje wysoką, w przeciwieństwie do innych narzędzi tej serii, które jeszcze poznamy.

Praktica z serii LTL w założeniach miała być solidnym narzędziem, jednak należy się liczyć z tym, że aparaty te z dnia na dzień przestają działać, a naprawa bywa niemożliwa. Wciąż jednak są to kamery dostępne w niskich cenach i jeśli trafi się okazja, warto sobie coś takiego sprawić.