Praktica MTL 50 & MC Zenitar-M 2,8⁄16

2 VIII 2021

W peerelu zachodni sprzęt, drogi nawet jak na kieszenie z drugiej strony żelaznej kurtyny, był zupełnie poza zasięgiem lokalnych amatorów. Składano pieniądze na Zenity i Fedy, a wytrwalsi zbierali na któryś z licznych modeli Praktic. Ten enerdowski system był imponujący: kilkadziesiąt modeli aparatów, tyleż obiektywów i mnóstwo osprzętu, który obecnie otrzymuje drugie życie w skanerach negatywów czy stanowiskach do makrofotografii.

MTL 50 stanowi nieco już spóźniony standard lat siedemdziesiątych, który dekadę później ukazał się równolegle z nowoczesnym systemem bagnetowym. Lecz niczego mu to nie ujmuje, stanowi solidne narzędzie o niewielkim odrzucie i powtarzalnej, choć mechanicznej migawce. I właściwie moglibyśmy tu zakończyć, ale aż tak dobrze nie było. Ktoś tu przestawił klin matówki o 45 stopni i ten stał się niewygodny w użyciu. Nowoczesny światłomierz nie wykorzystywał już wskazówki, a parę diod świecących. Niestety w ten sposób utracono możliwość oceny niedoświetlenia. System łapania filmu na szpulę okazał się niewypałem, a po latach pojawiła się jeszcze jedna wada: schodzenie oklein. Na pewno wśród japońskich modeli znajdziemy pozycje lepiej zaprojektowane, ale na pewno nie znajdziemy ich wśród tak popularnych aparatów radzieckich.

Gwint to wciąż jeszcze m42 z popychaczem przysłony, a migawka oferuje czasy od sekundy do 1⁄1000 części, wykorzystując pionową, metalową lamelkę, sterowaną czysto mechanicznie. Jest to zarazem jedna z ostatnich Praktic nie potrzebująca zasilania do pracy migawki.

Mówi się, że rybie oko jest takim gorącym kartoflem: chce się go mieć, a gdy już się go ma, po pierwszym filmie myśli się o tym, by go sprzedać bez straty. A że jest to konstrukcja skomplikowana, więc droga, rybie oka krążą wśród fotografów, rzadko zagrzewając miejsca. Przyczyną jest charakterystyczne zniekształcenie, co sprawia, że jest to obiektyw trudny w użyciu. Zenitar wykazuje tutaj umiar, ponieważ jego ogniskowa wynosi 16 mm, a zniekształcenie perspektywy są umiarkowane. Jasność za to wynosi 2,8 co jest wartością wśród takich szkieł dużą.

Obiektyw jest w pełni manualny i z dodatków posiada jedynie popychacz przysłony. A ta składa się z sześciu listków i ma niemiłą, albo też kreatywną właściwość — układa się w sześciokąt dopiero po mocnym przymknięciu. Przy słabszym pojawiają się zadziory, mające mocny wpływ na rozmycie tła. To jednak jest możliwe tylko przy ostrzeniu na plany znajdujące się co najwyżej kilkadziesiąt centymetrów od obiektywu ze względu na dużą głębię ostrości przy takiej ogniskowej. Nie ma tu możliwości użycia klasycznych filtrów, ale można użyć ich z tyłu, w postaci specjalnie zaprojektowanych dla tego obiektywu filtrów 25 mm. Gdy ich nie będziemy używać, konieczne jest przykręcenie filtra neutralnego, ponieważ jest częścią optyki.

Poniższe zdjęcia zostały wykonane na negatywach Fomapan 100 i wywołane w Fomadonie Excelu W27. Kadry pochodzą z okolic Mszany Dolnej, Olszówki i Rabki.

W większości przypadków horyzont w miarę oddalania się od środka zdjęcia będzie opadał albo się wznosił — w zależności od pochylenia obiektywu. W drugim wypadku niebo zdominuje powierzchnię kadru i istotne jest, by zawierało szczegóły, czyli zwykle chmury.
Gdy obiektyw pochylimy, dolny plan wypełni zdjęcie, a horyzont będzie opadać. I tutaj widać, że w terenie górzystym dużo łatwiej skompensować zaburzenie perspektywy, które można ukryć w rzeźbie terenu.
Tutaj temat, który po pierwsze sprytnie chowa zniekształcenia, ale też zagęszcza byty, bo do tego także służy rybie oko. Łąka z pierwszego planu zawiera dużo więcej kwiatów niż to można było zobaczyć na miejscu. Ostatni plan został rozmyty bardzo subtelnie, co wynika z dużej głębi ostrości takich obiektywów.
Sposobem na puste niebo będą takie motywy, które zwykle fotografuje się wręcz z poziomu gruntu. W ogóle przy fotografowaniu takim obiektywem bardzo często pierwszy plan będzie się znajdować tuż przy nim, a pozycja fotografa będzie nietypowa.
Kadrując w kwadrat możemy pozbyć się kłopotliwych rogów, zyskując zgrabną kompozycję. Obiektyw został otwarty i wyostrzony na minimum, czyli 30 centymetrów.
Zasada trójpodziału w krainie fisheye jest trudna do realizacji, ponieważ zwykle środkowy plan jest zbyt wąski. Tutaj się udało, bo znalazło się charakterystyczne miejsce, ujmujące kadr ramami lasu.
I znowu płaszczyzna ostrości została ustawiona na minimum, lecz duża przysłona złapała praktycznie plany do ostatniego. W takich scenach istotne dla kadru mogą być różnice wyboru miejsca zrobienia zdjęcia rzędu pojedynczych centymetrów.
Im bardziej nieforemny obiekt, tym lepiej ukryje się w charakterystycznej beczce rybiego oka. Samotne drzewa wykręcone wiatrem oparły się zniekształceniom i zgrabnie wypełniły kadr.
I kolejna scena, która już w naturze stanowiła chaos. Waląca się stodoła i zakręcająca droga wraz z roślinnością tworzą nieoczywistą rzeczywistość.
Historia drogi, najlepiej wiejskiej, dobrze się wpisuje w świat fisha. Trzeba jednak pamiętać, że będziemy spotykać się z problemem niedoświetlenia niskiego planu, którym może pomóc tylko użycie zewnętrznych filtrów gradientowych o dużej powierzchni.
Ponieważ obiektyw bez problemu współpracuje ze współczesnym sprzętem cyfrowym, zaprezentuję jeszcze kilka zdjęć z Canona 5DII. Transmisja jest bardzo dobra, co jest świetną wiadomością, bowiem dynamika w scenach łapanych tak szerokim obiektywem bywa bardzo duża. Żadnego zamglenia ani rozświetlenia wokół jasnych obiektów nie widać.
Gdy światło nie gra pierwszych skrzypiec, bez koloru byłoby mało ciekawie. W tym wypadku, mimo ograniczonej, leśnej palety, każdy z trzech planów jest czytelny.
Przyjrzyjmy się szczegółom. A te znakomicie wypełniają potrzeby matrycy, zatem obiektyw nie stanowi ograniczeń ani transmisyjnych, ani rozdzielczości. Co najwyżej można mieć pretensje do zadziornej przysłony, która daje charakterystyczne bliki.
16 milimetrów nie oznacza, że nie mamy kontroli nad tłem. Przy 30 centymetrach i nawet lekkim domknięciu przysłony dalsze plany będą zgrabnie rozmyte, a kształty tła wcale nie zdradzą typowych rozmyć z szerokiego kąta.
Obiektyw przy otwartej przysłonie pracuje miękko i poza takimi scenami rezygnowanie z przysłony pozbawi nas ostrości w rogach. Nie możemy mieć jednak o to pretensji, po prostu mamy w gratisie taki efekt za cenę niewielkiego wzrostu wymiaru tego szkła.

Zenitar jest z pewnością obiektywem interesującym, a jakiekolwiek narzekania można kierować jedynie do fizyki, gdyż takie rysowanie leży w założeniach rybiego oka. Jedyna wada tego urządzenia to spadający dekiel, który ze względu na wielką ochotę do brudzenia się wystającej części obiektywu, jest niezbędny i trudny do zastąpienia.

Ten model Prakticy jest już klasyką, umiarkowanie niezawodną i przyjemnie pracującą. Nowocześniejszy światłomierz na ledach w praktyce jest mniej wygodny, lecz w dzisiejszych czasach nie trzeba go używać. Warto pamiętać, że bez zasilania nie będziemy mieć tylko pomiaru światła, cała reszta będzie pracować bez problemu.