Ricoh SLX 500 & Tamron SP 24-48 1:3.5-3.8

3 I 2022

W cieniu wielkich tego świata powstawały aparaty proste, lecz wzorujące się na liderach. Co musiało być — było. A więc pryzmat pentagonalny, lustro, migawka szczelinowa, kompatybilność z którąś z rodzin obiektywów, światłomierz i typowy rozkład manipulatorów. Z czego można było zrezygnować — usuwano. Więc żadnych programów, automatyki, ograniczone, mechaniczne czasy, a nawet brak samowyzwalacza. Aparatów takich, o najróżniejszych nazwach, powstało pewno więcej niż tych, które znano z reklam i czasopism branżowych.

Oto taki właśnie nieszczególny przypadek, który służył po prostu do robienia zdjęć, poprawnych i powtarzalnych. Tutaj naprawdę nie ma się czym chwalić i skojarzenie z Zenitem jest jak najbardziej słuszne, choćby z racji posiadania tego samego zestawu czasów rządzących płócienną migawką. Tyle tylko, że czas synchronizacji jest tutaj szybszy o działkę.

Jest jeszcze jedno uproszczenie: podobnie jak w Zenicie, pomiar światła odbywa się na domkniętej przysłonie, ale służy do tego osobna dźwignia. Ma to tę zaletę, że nie ma ryzyka zrobienia zdjęcia podczas wykonywania pomiaru, jak to się zdarzało w radzieckim aparacie. Wadą natomiast jest to, że proces jest mniej wygodny.

Aparat pochodzi z roku 1975 i jak większość drugoligowych konstrukcji, pracuje z obiektywami M42. Prosto — nie znaczy tutaj: niedbale. To jednak marka, która budowała także zaawansowane modele. Całość zatem pracuje sprawnie i jest masywna, a właściwie to bardzo ciężka w porównaniu z Pentaxami czy OM-ami. Było to zaletą albo wadą — w zależności od upodobań właściciela. Nie jest to także aparat cichy, ale odrzut, zapewne dzięki wadze, jest niewielki.

Zoomy o takich parametrach spotyka się rzadko, mimo iż ich uniwersalność jest wysoka. Od szerokiej strony daje ostatnie nieprzerysowane ujęcia, od wąskiej — to już klasyczny standard. Brakuje nieco światła, zwłaszcza na wąskim końcu, lecz w zamian dostajemy naprawdę dobrą ostrość. Tamron, podczas produkcji obiektywu w latach osiemdziesiątych, lokował go wśród najlepszych swoich produktów.

Na tor optyczny składa się 10 soczewek, a przysłona jest sześciolistkowa. Obiektyw jest masywny i w pełni metalowy. Ciekawostki są tutaj dwie: pierwsza to mocowanie o nazwie Adaptall. Mając obiektyw kompatybilny z tym złączem, można było dokupić adaptery do większości współczesnych mu systemów. Druga ciekawostka to osłona przeciwsłoneczna. Jest wyposażona w gwint dla filtrów, którego nie posiada obiektyw.

Poniższe zdjęcia zostały wykonane na negatywach Fomapan 200 oraz 100 i wywołane w jednoprocentowym Fomadonie R09 w ciągu godziny. Kadry pochodzą z okolic Gorca Troszackiego, bezdroży między Jordanowem, a Rabką oraz z krakowskiego Lasu Wolskiego.

Rzec można by: falstart. Zaufanie światłomierzowi dało niedoświetlenia rzędu 3-4 działek. W tym wypadku tego tak jeszcze nie widać. Pojawia się za to znakomita ostrość, która będzie towarzyszyć wszystkim zdjęciom.
Przejaśnienia oślepiły światłomierz i cienie są właściwie całkowicie pozbawione szczegółów. Nie ma jednak nic złego, co by na dobrze nie wyszło: dzięki temu zrobiło się mrocznie i niepokojąco.
Owa wada w zamglonym lesie stała się zaletą. Tutaj już bezdyskusyjnie niedoświetlenie zrobiło wyjątkowy nastrój. Ograniczeń otwartego obiektywu właściwie nie widać, zatem wszelkie przysłony są tu użyteczne.
W końcu jednak zdarzył się kadr, któremu niedoświetlenie zaszkodziło i braki szczegółów w ciemnych partiach obrazu wyglądają w tym wypadku mało interesująco, przypominając gorsze albumy sprzed lat, w których nie radzono sobie z drukiem szczegółów w głębokich cieniach.
Minął tydzień, nastała prawdziwa zima. Ale zmieniło się także moje podejście do światłomierza. Tym razem wszelkie ustawienia przenosiłem z automatyki cyfrowego Fuji X20. Przy okazji rzućmy okiem na detal: ostrość jest fenomenalna.
Przez większość czasu padał śnieg, który niestety na klasycznym filmie mniej chętnie się rejestruje niż na cyfrowych matrycach, z racji ziarnistości tego pierwszego.
Padający śnieg daje rzadki efekt wzmocnienia ziarna lecz w sposób nietypowy, widoczny głównie w ciemniejszych partiach obrazu. Nie sposób otrzymać tego efektu na drodze programowej.
Film wobec krzemu oferuje jedną wspaniałą właściwość: bezkarne prześwietlanie. Tam, gdzie mamy cyfrowe białe plamy, tutaj po prostu razi światło. Obiektyw dysponuje przyzwoitymi parametrami w zakresie transmisji, aczkolwiek należy pamiętać, że to konstrukcja czterdziestoletnia.
Mimo ograniczeń powierzchni małego kadru, jakim jest obrazek z taśmy perforowanej, czasem kompozycja wręcz prosi o dodatkowe przycięcie.
Zima jest najbardziej przyjazną materiałom czarno-białym porą roku. Po pierwsze, najczęściej i tak barwy są ograniczone, po drugie zaś — światła mamy tutaj zwykle dużo, a w przeciwieństwie do świata cyfrowego, poruszamy się tu głównie w czułościach najniższych.
Oczywiście mając obiektyw w standardzie M42, musiałem go także podłączyć do cyfrowego Canona 5D. Ostrość okazała się być znakomita.
Gorzej z kolorem. Wszystkie zdjęcia mają narzucony lekki zafarb w odcieniach fioletowo-morskich, choć w większości wypadków da się go zdjąć. Pochodzi zapewne z powłok, których przy tej ilości soczewek jest sporo.
Mimo iż to szeroki zoom, przy przysłonie F⁄5,6 należy uważać na ucieczki planów z płaszczyzny ostrości. Można się zapomnieć, a przy ogniskowych dłuższych głębia ostrości nie jest już tak znaczna.
Spora minimalna odległość równa 60 cm, jak również nieco nerwowy sposób oddania tła sprawia, iż jest to obiektyw przeznaczony przede wszystkim dla szerokich, ostrych kadrów. W razie potrzeby jednak, jakieś makro ujęcia ostatecznie da się też zrobić i nie wyglądają źle.

Ricoh SLX 500 to absolutna podstawa w pancernej obudowie. Byłby to niezły aparat na początek, gdyby nie fakt, że cena takich modeli przekracza dziś ceny dużo młodszych, świetnie wyposażonych lustrzanek z precyzyjnymi pomiarami. Bo na precyzję światłomierza nie ma tu co liczyć. Ale gdy ktoś bardzo chce mieć Zenita w wersji pełnosprawnej — ten lub podobny aparat będzie lepszym wyborem.

Tamron SP 24-48 zaś to zagubiona perełka — jeśli chodzi o ostrość i pracę z materiałami czarno-białymi. Z pewnością będzie dużo lepszy od wszelkich Mirów czy Pentaconów. Po zestawieniu z jakimś sprawnym tele zoomem będzie można mieć analogowy zestaw wycieczkowy kryjący wszystko. Pamiętać tylko trzeba o unikaniu flar. To jednak standard sprzed kilkudziesięciu lat.