Yashica FX-D & Yashica DSB 2,8⁄135

21 VI 2021

Ta małoobrazkowa lustrzanka powstała w roku 1980 i jest kwintesencją sprzętu tamtych czasów. Wygląda jak setki innych i jeśli ktoś lubi akurat tę estetykę, będzie zadowolony. Aparat nie ma żadnych ograniczeń i umożliwia nastawy wszystkich parametrów, a także pracę automatyczną z priorytetem przysłony.

Rodzina tych aparatów była spora, część z nich produkował także Contax, a wspólną bolączką większość jest skóropodobne tworzywo, które zupełnie się już zdegradowało, pozostawiając szary podkład, na szczęście niewyglądający szczególnie źle. Migawka jest elektroniczna, dzięki czemu czasy są odmierzane dokładnie. Obraz w wizjerze jest duży, jasny, kryje 95% kadru i znajduje się tam aż 16 diod świecących. Matówka zawiera mikropryzmat oraz klin. Do tego mamy tutaj nastawy czułości z kompensacją, samowyzwalacz i blokadę pomiaru światła — po prostu idealnie dla fotografa, który wie czego i jak używać, ale czasem korzysta też z automatyki.

Mocowanie obiektywów to oczywiście bagnet Yashika⁄Contax, który od lat nie jest już rozwijany. Jedyne czego brakuje, to podglądu głębi ostrości, lecz funkcja ta w aparatach klasycznych jest mało użyteczna ze względu na mocne przyciemnianie obrazu.

Obiektywy stałoogniskowe pochodzące z czasów prezentowanej Yashiki generalnie reprezentowały sobą dobrą jakość i dzieliły się na dwie grupy: wielowarstwową ML i powlekane pojedynczo DSB, o nieco słabszym tłumieniu świateł. Te zwykle były dostępne w zestawach z aparatem i takim jest teleobiektyw Yashica DSB 135 ze światłem F⁄2,8. Mimo niższego pozycjonowania jest to bardzo przyzwoity obiektyw, zwierający sześciolistkową przysłonę. Uwzględniając światło, nie jest szczególnie duży i ciężki, i pewno dlatego minimalna odległość ostrzenia to aż 180 cm. Większy skok musiałby powiększyć rozmiary obudowy.

Poniższe zdjęcia zostały wykonane na negatywach Fomapan 100 i wywołane w Fomadonie Excelu W27. Kadry pochodzą z okolic Bogdanówki i Koskowej.

Zacznijmy od przysłony osiem. Dalekie plany w ujęciu pod światło ukazują dobrą pracę w scenach kontrastowych. Ostrość przy tej przysłonie jest znakomita w każdym fragmencie zdjęcia.
Przysłona F⁄4 wystarczy, by uzyskać klarowny obraz o silnych kontrastach i ta wartość wyznacza granicę neutralności tego obiektywu.
Przy świetle F⁄2,8 i najsilniejszych kontrastach można zauważyć rozmycie świateł na krawędziach. Prawdopodobnie jest to związane z uproszczonym systemem przeciwodblaskowym. Kontrast ogólny jest jednak nadal bardzo wysoki.
Problem ten znika zupełnie w scenach o umiarkowanym kontraście. Tutaj szkło zachowuje się znakomicie, pięknie separując plany.
Duży kontrast, który oferuje obiektyw, pozwala osiągać świetną tonalność scen, które zawierają serię planów oświetlonych w sposób zróżnicowany.
I raz jeszcze zdjęcie z czterema strefami świateł, które zostały oddane na materiale w sposób bardzo malarski.
Wróćmy do przysłony F⁄4. Zdjęcie podobne jak już prezentowałem, lecz po świetlistych krawędziach nie ma już śladu.
Przysłona F⁄4 wymaga już mocniejszego rozsunięcia planów ze względu na mniejszą separację takich scen, które tracą nieco na czytelności, niepotrzebnie zasypując szczegółami tło.
Co innego, gdy planom pomaga zróżnicowane oświetlenie. Tło spoczywa w cieniu, podmiot zdjęcia w świetle i równowaga jest zachowana.
Jeśli plany będą się znajdować w dużej odległości od siebie, nawet mocno przeszkadzający plan najbliższy ustąpi reszcie, zgrabnie się rozmywając.
I na koniec przysłona F⁄4 wspomagana oświetleniem bocznym o dużym kontraście. Czytelność znakomita, jak również równowaga tonalna.
Ale to nie koniec. Obiektyw może pracować także z wybranymi współczesnymi systemami cyfrowymi. Spójrzmy na rezultaty takiej pracy z Canonem 5DII. Przysłona F⁄5,6 oferuje lekką tylko plastykę, jednak obraz jest już wystarczająco przyjemny.
Przy przysłonie F⁄4 i płaskim planie otrzymujemy bardzo ostre rysowanie, może poza samymi rogami — tutaj niesymetrycznie, co wynika z niskiej jakości użytego adaptera do systemu EOS
Przysłona F⁄2,8 i sposób oddania nieostrości jest głównym atutem tego obiektywu i głównym powodem, by go mieć.
Ale i dla samej ostrości dobrze być właścicielem tego szkła, o ile tylko adapter będzie spełniał założenia wymaganej dokładności.
Każda z przysłon może posłużyć sprawie w inny sposób, a aparat cyfrowy pozwoli to sprawdzić bez jakichkolwiek kosztów.

Yashika, mimo że jest systemem wymarłym, to kawał solidnego sprzętu, odstawiającego nie tylko rozwiązania radzieckie, ale i wschodnioniemieckie. Jak każda wygasła marka, jest znacznie tańsza od Canonów serii A czy Olympusów OM, dając przy tym podobną jakość, a same obiektywy nadal mogą pracować bez przeszkód w części systemów współczesnych.