Zorkij 4 & Industar 50

28 VI 2021

Zorkij, nie Zorka ani Zorki — bo tak zwykle mówi się o tych aparatach — to znowu bezpardonowa kopia, tym razem przedwojennej Leici II. Ale może to dobrze, bo dzięki temu ten świetny pierwowzór stał się dostępny powszechnie i, jeśli tylko kopia była wykonana starannie, nadal był to bardzo dobry aparat. Właściwie do modelu czwartego, który był produkowany do roku osiemdziesiątego, aparat zachowywał charakterystyczny klasyczny wygląd, który niedoświadczonych fotografów nabierał i nabiera nadal na tyle mocno, iż powstała cała manufaktura przerabiania Zorek na przedwojenne Leici przez nanoszenie niemieckich oznaczeń na obudowę.

Wszystkie Zorki były dalmierzami z wymiennymi obiektywami w standardzie M39. Były małe, zgrabne i ciche. Poszczególne modele do czwórki włącznie, otrzymywały kolejne funkcje, wcześniej niedostępne. Ostatni miał już paletę czasów od jednej do jednej tysięcznej sekundy, zintegrowany z dalmierzem wizjer z korekcją dioptrii, samowyzwalacz i pomniejsze udogodnienia. Migawka o przebiegu poziomym, jest płócienna, a mimo to udało się osiągnąć bardzo krótkie czasy. Odrzut jest praktycznie niewyczuwalny, zresztą aparat jest względnie ciężki i przez to bezwładny. Mimo niezbyt dużej bazy równej 38 mm, dalmierz jest precyzyjny.

Zorkij to marka średnio popularna, wciąż jednak powszechnie dostępna w niskich cenach. Wraz z dość podobnym FED-em cechuje się wysoką, jak na radzieckie standardy, niezawodnością. Problemem są najczęściej zastane smary, ale w warunkach nieserwisowych przestrzelenie kilkudziesięciu pustych zdjęć na różnych czasach przywraca urządzeniu pełną sprawność. W przypadku planowanej intensywnej eksploatacji czyszczenie i smarowanie jest jednak bardzo zalecane.

Zorki sprzedawane były z trzema różnymi obiektywami pięćdziesięciomilimetrowymi różniącymi się światłem i związaną z tym zwykle jakością. Dziś postanowiłem przetestować najciemniejszy i zarazem najmniejszy z nich, Industar 50. To czteroelementowy Tessar o świetle F⁄3,5, wyjątkowo mały, choć w wersji M39 przedłużony sztucznie tubusem. Zawiera siedmiolistkową przysłonę o zaokrąglonych krawędziach, pracującą płynnie. Obecnie bywa używany w makrofotografii, ale pracuje także poprawnie w krajobrazie i wszędzie tam, gdzie mała głębia ostrości jest niepotrzebna bądź nawet niepożądana.

Poniższe zdjęcia zostały wykonane na negatywach Fomapan 100 i wywołane w Fomadonie Excelu W27. Kadry pochodzą z Doliny Kościeliskiej i Ornaku w Tatrach.

Zorkij wybrał się w Tatry i dołączył do siedemdziesięcioletniego już pochodu tych aparatów po najwyższych górach Polski, bo z pewnością były one tam zabierane często. Na początek przysłona F⁄8, która złapała oba plany.
Industar 50 jest obiektywem dającym wysoką ostrość i detaliczność. Ma on też swoje wady, które zobaczymy za chwilę.
Obiektyw świetnie radzi sobie przy niewielkich kontrastach. Przejścia tonalne są bardzo przyjemne, choć przy przysłonie F⁄5,6 ostrość w rogach lekko już spada.
I tak należałoby traktować ten obiektyw. Bazowa jasność F⁄3,5 wymaga przymknięcia do F⁄5,6, a gdy oczekujemy ostrości pełnej — do F⁄8
Problemy zaczynają się po przekroczeniu pewnego progu kontrastu. Najjaśniejsze elementy kadru zaczynają rozświetlać cienie. Jest to wada — bo nie pokazuje prawdy i zaleta — bo maluje zdjęcia w sposób charakterystyczny.
Wciąż mamy tu przysłonę F⁄5,6. Łączą się dwa zjawiska: spadek ostrości rogów i wyjście z płaszczyzny ostrzenia planów bliskich.
To także zdjęcie kontrastowe, wbrew pozorom, oświetlone silnym choć zamglonym tego dnia światłem. Pojawił się tu problem, który miał miejsce podczas naświetlenia kilku pierwszych zdjęć...
Mianowicie lewa strona wyszła z ostrości. Nie jest to problem obiektywu, jak myślałem, a zwichrowania filmu podczas nawijania go na szpulę. Zatem trzeba na to zwrócić uwagę, film się układa z czasem, ale pierwsze kadry mogą być popsute.
Przysłona F⁄4, ostrość na planie pierwszym, dość wyrównana, aczkolwiek widzimy tutaj nieduże powiększenie kadru.
Na koniec dwa ujęcia z mocnym światłem. Tutaj widać wpływ tła na pnie, po których światło się rozlało.
A tutaj znowu plamy słońca obniżyły kontrast do tego stopnia, że w cieniach praktycznie nie widać szczegółów.
Industar 50 był często sprzedawany w Zenitach jako opcja najtańsza, dlatego na testy z pełną klatką cyfrową przyjdzie czas. Egzemplarz, który tutaj pokazuję, przetestowałem z Olympusem EM-5, ponieważ często bywa rozpatrywany przez posiadaczy tego systemu ze względu na wymiary, a adaptery z M39 na ten system są dostępne. Przy przysłonie F⁄8 obiektyw zapewnia poprawną ostrość, choć znajdziemy lepiej pracujące w rogach obiektywy, z poczciwym Heliosem włącznie.
Niestety, po otwarciu czar pryska. Ostrość siada nawet w środku zdjęcia. Co gorsza, zmienia się mocno kolorystyka, co związane jest ze wspomnianym rozpraszaniem światła.
Szczególnie jest to widoczne na nocnych zdjęciach. Przy przysłonie osiem mamy silne rozproszenia w kolorze granatu.
Po otwarciu przysłony rozproszenia są mniejsze i przybierają odcień zieleni.
Cyfra oferuje dziś olbrzymi kontrast i ukazuje ów problem nawet przy otwartej przysłonie. Ogień z paszczy smoka mocno promieniuje światłem, obniżając kontrast na całej powierzchni zdjęcia.
Jest jednak dziedzina, gdzie obiektyw spełni się. To ujęcia z małej odległości, gdy niezbyt duża jasność wystarczy do rozdzielenia planów, a rozświetlenia wewnątrz soczewek dodadzą tylko uroku.
I jest to chyba jedyne sensowne zastosowanie tego szkiełka w świecie cyfrowym, poza tymi, w których chcemy tej charakterystycznej, przeciętnej jakości.

Zorkij 4 to aparat dla estetów, których nie stać na Leicę, albo którzy dopiero chcieliby sobie kupić dalmierz za duże pieniądze, lecz najpierw pragną zorientować się jak się z takim aparatem pracuje. Z pewnością jest to najbardziej wszechstronny Zorkij i ostatni o tak klasycznym wyglądzie. Industar 50 z racji swojego światła i pracy z kontrastami ogranicza do zdjęć charakterystycznych dla kompaktów i na co dzień polecam wybór innych szkieł, chyba że chcemy osiągnąć efekty, jakie pokazałem w przykładach.